Snowboard, krwiak podtwardówkowy i sekret życia

Autor: Lipiec 8, 2018 Sierpień 23rd, 2018 Snowboard, Życie.praca
Brian Clark snowboard

“Krew nagromadzona w mojej czaszce, wywierała nacisk na mózg. Lekarze byli zdumieni, że jeszcze żyję. Nie mówiąc już o tym, że chodzę i mówię.”

Historia Briana Clarka
Brian Clark snowboard

Patrzyli z niedowierzaniem na wyniki rezonansu magnetycznego. Grzecznie im przypomniałem o swojej obecności w gabinecie –  halo, ja nadal żyję i jestem przytomny.

9 maja 2005 roku, wjeżdżam na wózku na salę operacyjną, żegnam się z żoną, z trzyletnią córką i nowonarodzonym synkiem. Wiedziałem, że czasami ludzie nie budzą się po operacji mózgu. To mógł być mój ostatni raz, gdy widzę się ze swoją rodzinę.

Ale zacznijmy od początku.

Snowboard

Jest początek 2005 roku. Pracuję dużo za dużo. Prowadzę trzy biznesy i kilka internetowych projektów. Moja firma zajmująca się obrotem nieruchomościami rozkwita. Ale jeśli mam być szczery, jestem o wiele lepszym marketerem niż managerem tych wszystkich ludzi, których musiałem zatrudnić, żeby interes się kręcił.

Zadzwonił do mnie stary znajomy i zaproponował wspólny wyjazd na narty. Kusząca propozycja. Już dawno nie miałem urlopu. Tylko, że moja żona jest w siódmym miesiącu ciąży.

Zdecydowałem jednak, że jadę.

Nigdy nie byłem jakimś zagorzałym snowboardzistą. Zresztą, kto w wieku 37 lat uprawia sporty ekstremalne. Ale co mogło się stać. Po co komu kask?

Siła uderzenia po dziś dzień rozchodzi mi się po głowie.

To był piękny, bezchmurny dzień w Nevadzie. Żadnego z moich wcześniejszych doświadczeń nie da się porównać do tamtego uderzenia o skałę. Nawet tych kilku poważniejszych wypadków samochodowych – po prostu nie da się tego z niczym porównać.

Leżę na śniegu. Po raz pierwszy w życiu mam ochotę się poddać. Widzę zbliżających się ratowników, macham do nich. To dodało mi sił. Spróbowałem wstać.

Wstawaj Brian. Wstawaj.

Wstałem.

Czułem się fatalnie. Ze snowboardem już koniec. Dowlokłem się do hotelu. Utopiłem smutki w barze.

Nie było krwi, więc nic się nie dzieje, czyż nie? (org. ‘No blood, no foul’)

Krwiak podtwardówkowy

Wracam do domu i do codziennych obowiązków. Mija miesiąc. Termin porodu mojego syna ciągle się przesuwa. Żeby było ciekawiej, mieliśmy kilka fałszywych alarmów.

Mam nieustanny ból głowy. To bardzo dziwne. Nigdy nie miewałem bólów głowy.

Ale z drugiej strony… zapracowuję się wychowując małe dziecko, drugie jest w drodze. Kto w takiej sytuacji by nie miał bólów głowy?

13 kwietnia 2005 rodzi się mój synek. Wszystko jest w porządku.

Ci z was, którzy mają dzieci, wiedzą jak ciężko może być z niemowlęciem. Nasilające się bóle w mojej głowie bagatelizuję.

Jest już maj, a ja zwijam się z bólu. Co za okropny i wycieńczający stan. Po raz kolejny marzę o poddaniu się. Nie mogę tak żyć.

Wtedy zaczynają się halucynacje.

Jakimś cudem przetrwałem weekend. W poniedziałek, moja żona dosłownie wywlekła mnie z łóżka i zabrała na rezonans magnetyczny.

Gdy już czekam na wyniki, moim największym zmartwieniem jest nie to, czy umieram, czy będę żył. Najbardziej boję się odpowiedzi “Przykro nam, nie wiemy co to może być”. Nie mógłbym tak żyć.

Odpowiedź brzmiała: “Jedziesz natychmiast do szpitala”.

Krwiak podtwardówkowy, to uszkodzenie mózgu polegające na tym, że krew wycieka na skutek urazu, gromadzi się pomiędzy warstwą ochronną mózgu, a samym mózgiem. Wypadek na snowboardzie był przyczyną powolnego wycieku krwi, który spowodował krwiaka.

Nie wiemy jak blisko, ale zdecydowanie byłem bliski śmierci.

Sekret życia

Lekarz opisuje mi mój stan – nie robi to na mnie wrażenia. Biorąc pod uwagę to jak źle się czuję, będę wybawiony… niezależnie, czy kraniotomia uratuje mi życie i usunie ból, czy też umrę.

Problem z głowy w obu przypadkach.

Po dziś dzień mam przed oczami moją dzielną żonę, 3 tygodniowego niemowlaka w jej ramionach i zmieszaną małą dziewczynkę stojącą obok. W momencie gdy mówię “do widzenia” trzem najważniejszym osobom w moim życiu, coś się we mnie zmienia.

Cóż za ironia losu. Czuję się bardziej pozytywnie nastawiony do życia niż kiedykolwiek przedtem. Tuż przed zabiegiem.

Znieczulenie zaczyna działać i wszystko staje się czarne.

Nicość.

Nagle słyszę głosy, ale nadal wszystko jest okryte mrokiem.

Czy ja żyję?

“Nie wiem co się dzieje”, wymamrotałem.

“Co chcesz wiedzieć?” odpowiada niezidentyfikowany głos.

“Jaki jest sekret życia?”, mówię, sam nie wiedząc, czy żartuję, czy mówię poważnie.

“Chyba wszystko z nim w porządku”, głos odpowiada, słyszę śmiechy i oklaski.

Obudź się!

Wybudziłem się z narkozy na więcej niż tylko jeden sposób.

Zapracowywałem się na śmierć robiąc biznes, którym tak naprawdę w ogóle się nie interesowałem. To co naprawdę sprawiało mi frajdę to był marketing internetowy, a nie zarządzanie firmą, która jest oparta na marketingu internetowym.

Przez 7 lat chciałem działać tylko online i wiedziałem, że jest to możliwe. Dlaczego więc robiłem te wszystkie inne rzeczy?

Bo wmówiłem sobie, że powinienem.

To takie proste powiedzieć sobie, że nie możemy robić tego co chcemy. Że to niepraktyczne, lub za trudne, lub że nasze marzenia są egoistyczne, że nie są tym co powinnismy robić w danej chwili.

Szybko wyleczyłem się z tego nastawienia. Każdą urojoną i samodestrukcyjną myśl, którą nosiłem w sobie przez lata, starałem się zdemaskować – mój własny umysł tworzył te ograniczenia.

Niektórzy nazywają to oświeceniem. Dla mnie to po prostu rozpoczęcie życia, którym zawsze chciałem żyć.

W czasie 3 miesięcznej rehabilitacji pozbyłem się swojej firmy od obrotu nieruchomościami. Rozpocząłem dwa online’owe projekty, o których zawsze marzyłem, a które zawsze odkładałem na później.

Zanim nadeszła jesień 2005 działałem już tylko online. 11 grudnia wpadłem na pomysł, żeby otworzyć bloga, który pozwoli mi “nawiązywać kontakty”. Zarejestrowałem domenę. 29 dni później ruszył blog “Copyblogger”.

A co Ty chcesz robić?

Dlaczego tego jeszcze nie robisz?

Nie obchodzi mnie jaka jest twoja odpowiedź … to twoja jedyna szansa. To nie jest próba generalna.

Mógłbyś teraz spytać: kim ty jesteś, że tak gonisz za marzeniami?

A ja zadam Ci pytanie: kim ty jesteś, że nie gonisz?