Dowiaduję się o śmierci Ueliego Stecka. 30-4-2017 uległ wypadkowi w Himalajach. R.I.P.

Przychodzi refleksja. Impuls. Piszę ten tekst.

Mówi się, że celem jest sama wyprawa. Nie zgadzam się. Celem jest bezpieczny powrót do domu.

Myślę sobie, co jest grane. Czy naprawdę tak wielu z nas co chodzi w góry musi prędzej czy później oddać im swoje życie?

Ryzyko zawsze jest. Niezależnie od umiejętności czy pogody.

Czyżby odzywała się siła statystyki? W końcu świat rządzi się prawami nauk ścisłych.

Ryzyko w górach to nic innego jak prawdopodobieństwo tragicznego zakończenia wyprawy. Można je sprowadzić do prostej liczby. Np. 0,1% oznacza, że jedna na tysiąc podobnych wypraw kończy się źle.

Śmiało powiem, że nawet trzeba ryzyko sprowadzić do prostej, zimnej, bezwzględnej liczby. Wtedy nam łatwiej uzmysłowić sobie, że kurcze góry to realne niebezpieczeństwo.

W Tatrach po stronie polskiej ginie co roku kilkanaście osób. Na ok. 3 miliony odwiedzających. Rok w rok.

Czyli z dużym uproszczeniem – proszę nie bierzcie sobie za bardzo tego do serca – co dwustutysięczny turysta w Tatrach traci życie. To tylko zimna statystyka. Ale działa na wyobraźnie, nie powiem.

Do każdej wyprawy jest przyporządkowana tego typu liczba. Np. jak jakiś nieodpowiedzialny baran idzie na Orlą Perć w japonkach to oszacowanie ryzyka takiej wyprawy sprowadza się mniej więcej do rzutu monetą. Orzeł – wróci. Albo reszka – zniosą go. Może stąd nazwa szlaku, od “orła, czy reszki”. Sorry. To nie miało być śmieszne. Zaraz to skasuję.

Dlaczego w górach giną ludzie?

To nie tak, że zaraz udzielę odpowiedź na to pytanie. To jest moje pytanie, zadane w próżnię. Z wielkim smutkiem między słowami.

Dlaczego giną? Bo natura jest bezlitosna? Bo statystyka musi mieć równy rachunek? Bo ludzie giną wszędzie, nawet w pięknych miejscach? Z głupoty, z braku przygotowania? Bo popełniają błąd?

Dobrze jest pomyśleć nad odpowiedzią na tytułowe pytanie. Bo jeśli winien tragedii jest czynnik ludzki, to możemy wyciągać wnioski. Po to aby przyszłe wyprawy były bezpieczniejsze.

Trochę filozofii

A może nie do każdej wyprawy przypisana jest liczba określająca ryzyko, tylko do każdego człowieka. Że niby każdy ma swój limit udanych wypraw, a potem to już tylko igranie ze statystyką.

Hmm.

Za bardzo filozoficzne pytanie.

Za bardzo przerażające. Nie będę zgłębiał tematu. Ale jak masz ochotę to pomyśl  i koniecznie mi napisz o swoich przemyśleniach.

Widmo

Przychodzi mi teraz na myśl przekleństwo widma Brockenu. To nic innego jak wiara w nie jest skutkiem “samospełniającej się przepowiedni”. Wiara w górskie widmo, podbija ryzyko wyprawy.

Dlatego czasem się może wydawać, że przepowiednia rzeczywiście działa.

Naprawdę, olejmy tę przepowiednię.

Dlaczego ryzyko dotyczy również profesjonalistów

Przecież zawodowcy robią to lepiej.

Ale robią też więcej i bardziej. Więc często zawodowiec naraża bardziej życie niż amator górskich wycieczek.

Ryzyko dotyczy każdego. Małych i dużych, o dowolnym kolorze skóry. Nawet ci co się modlą są zagrożeni ryzykiem. My jesteśmy zagrożeni ryzykiem.

Każda wizyta w górach, ale to absolutnie każda, jest niebezpieczna. Nie ważne czy wspinaczka czy freeride, czy po prostu niedzielna przechadzka do mOka.

Mówi się , że celem jest sama wyprawa. Nie. Kurcze, nie zgodzę się.

Celem jest bezpieczny powrót do domu.

Koniec.