W lutym 2017 roku, po raz pierwszy w życiu upuściłem aparat. Z przykucu fotografowałem wymiatających deskorolkarzy, którzy ciągle mi uciekali z kadru. Gdy wstawałem, puściłem aparat licząc na to, że zawiśnie na mojej szyi. Jednak tym razem zapomniałem przełożyć pasek przez głowę. Aparat spadł z impetem na chodnik.

Pojawiło się kilka usterek. Po pierwsze komunikat na wyświetlaczu: “Err 01” – coś w stylu proszę przeczyścić styki. Niestety czyszczenie nic nie dawało. Przez to nie dawało się robić zdjęć w ogóle. Po drugie, soczewki do zdjęć makro teraz się nie da przymocować. Po trzecie, pęknięte ramię obiektywu. Nie wiem czy to się nazywa “ramię” – chodzi o tą część co się wysuwa gdy zoomuję. Tego w ogóle nie naprawiałem. Powiedziano mi w serwisie, że się nie opłaca, bo zoom działa, tylko się lekko przycina przy wysuwaniu.

Początkowo oddałem aparat do serwisu w Łodzi na placu Komuny Paryskiej. Diagnoza trwała 2 tygodnie, po czym dostałem odpowiedź mailową, że nie mają części, a tak w ogóle, to szkoda im czasu na naprawianie tak taniego sprzętu. W sposób dosłownie chamski, szyderczy. Zabrakło mi słów. Na tego maila nie odpisałem w ogóle i tylko odebrałem aparat. Zdecydowanie nie polecam tego serwisu, trzymaj się od niego z daleka. Zresztą opinie na google maps mówią same za siebie. Żałuję, że ich nie przeczytałem wcześniej.

Wysłałem aparat pocztą do Krakowa do Fotoserwis. Za 250zł miałem wszystko naprawione. W ciągu czterech dni miałem w pełni sprawny aparat z powrotem w domu.

Takie to moje fotograficzne story z 2017 roku. A poniżej fotki, które udało mi się w tamtym roku pstryknąć. Już bez opisów – te zdjęcia same w sobie są historiami. Może uda Ci się cześć z nich odczytać :).