Nie warto być miszczem

Autor: 21 stycznia, 2017Życie.praca
interdyscyplinarność

W kombinacji różnych skilli tkwi siła. Lepiej być dobrym w dwóch dziedzinach niż najlepszym z najlepszych w jednej. Tak sobie tłumaczę brak spektakularnego sukcesu w moim życiu;)

A teraz na serio…

Hmm.. to było na serio.

Nie warto dążyć do mistrzostwa w jednej dziedzinie. To teza, którą postaram się zaraz udowodnić. Współczesność, a także i przyszła rzeczywistość będą coraz bardziej wymagać od nas interdyscyplinarności. Uważam, że to bardzo dobrze. Sami powinniśmy dbać o to, aby nie zamykać się w jednej dziedzinie.

W zasadzie niezależnie od tego co teraz myślisz i czujesz, czy się z tym zgadzasz, czy nie, czy jesteś wewnętrznie poruszona… Zostaniesz przekonana.

 


 

Zapewne zgodzisz się ze mną, że

każdy kimś zostaje.

Na pytanie kim jesteś, czym się zajmujesz oczekuje się od nas krótkiej, zwartej, wszystko mówiącej odpowiedzi. Od wieków jest tak, że czym się w życiu zajmujesz, tym jesteś.

Sprzedajesz. Jesteś sprzedawcą.

Pieczesz. Jesteś piekarzem.

Zostajemy lekarzami, księgowymi, bibliotekarkami, blogerkami parentingowymi itd.

Stajemy się w naszych profesjach dobrzy, czasem nawet najlepsi. Jak już wykonujemy swój zawód przyzwoicie jest on naszą strefą komfortu, poza którą zwykle nie ma potrzeby wyjść.

To nie jest zły schemat. Z pewnością sprawdza się dla wielu świetnych ludzi. Jeśli jest dobry dla Ciebie to nie czytaj dalej tego wpisu, bo może niepotrzebnie namieszać Ci w głowie.

 


 

Interdyscyplinarność = wielodziedzinowość

 

Jak słyszę słowo interdyscyplinarność to zawsze kojarzy mi się to z jakimś projektem R&D, nad którym pracuje wspólnie wielu fachowców i specjalistów z różnych dziedzin.

Jest jeszcze coś takiego jak interdyscyplinarność jednostki.

Interdyscyplinarność – wyspecjalizowanie w różnych dziedzinach, lub też umiejętność łączenia i korzystania z różnych, nie mających ze sobą zbyt wiele wspólnego gałęzi wiedzy.

Interdyscyplinarność jednostki przejawia się tym, że ktoś jest dobry w kilku specjalizacjach. Jednak nie musi być w nich najlepszy. Taka osoba nie-zafiksowuje się na jednym temacie. Nie myśli schematami. Poszukuje nowych, nowatorskich rozwiązań. Wyznacza nowe szlaki i charakteryzuje się myśleniem “out of the box”.

Najprostszy przykład: Steve Jobs

Inny przykładWspółczesny, dobrze prosperujący muzyk, wręcz musi być interdyscyplinarny. Powinien być co najmniej dobrym instrumentalistą/wokalistą. Absolutnie nie musi być wirtuozem, aby odnieść sukces i być rozpoznawalnym. Powinien ogarniać obsługę komputera i social media. Powinien być kontaktowy i otwarty na nowe znajomości. Umiejętności organizacyjne, a czasem nawet menadżerskie dla takiego muzyka to podstawa.

 

Wróćmy teraz do tytułu wpisu. Dla przykładu weźmiemy sobie dwie  (jakże fajne) profesje: alpinista i fotograf.

Interdyscyplinarnosc

Dlaczego nie warto być mistrzem – dowód wprost.

 

Świetny alpinista, który nie umie robić zdjęć, wejdzie na K2, jednak dobrych fotek do Polski nie przywiezie.

Świetny fotograf, który słabo się wspina, na K2 w ogóle nie wejdzie. Przywiezie co najwyżej świetne zdjęcia zrobione u podnóża szczytu lub jakże interesujące zdjęcia obozu.

Natomiast niezły wspinacz, który robi niezłe zdjęcia, ma szanse żeby wejść na K2 i przywieźć do Polski niezłe zdjęcia z samego szczytu.

To udowadnia, że zamykając się w jednej dziedzinie zamykamy przed sobą wiele ciekawych możliwości. Alpinista-fotograf dzięki połączeniu dwóch na pierwszy rzut oka nie mających ze sobą nic wspólnego umiejętności może dokonać czegoś wyjątkowego.

Alpinista, który jest tylko alpinistą ginie w tłumie alpinistów. Nawet jeśli jest wybitny, to ginie w tłumie wybitnych alpinistów. A fotograf jest jednym z wielu świetnych fotografów.

 

W łączeniu różnych umiejętności tkwi siła.

Każdy ma swoją miksturę ciekawych umiejętności. Warto je równolegle rozwijać zamiast koncentrować się tylko na jednym skillu, który wydaje się najważniejszy. Nasze mikstury umiejętności to nasza unikatowość. Dzięki nim wyróżniamy się z tłumu.

Dążenie do bycia mistrzem to droga donikąd. To walka z samym sobą oraz z konkurencją. Bycie mistrzem to może i chwała i potencjalnie duże pieniądze. Tylko ten kto szczyt osiągnął powie ci, że warto.

Ale zastanów się jakie jest prawdopodobieństwo zostania najlepszym z najlepszych w jakiejś dziedzinie?

Bardzo małe.

Wracając do przykładu alpinistów. Są ich tysiące. Są setki wielkich alpinistów. Szansa, że wyróżnisz się z tego tłumu jest. Ale mała.

Natomiast ilu może być alpinistów-fotografów? Nie wiem ilu, nie liczyłem, nie prowadzę statystyk, ale na pewno mniej niż tych alpinistów skupionych tylko na alpinizmie. Nisza alpinistów-fotografów jest mniej wyeksploatowana i tym samym szansa na sukces w tej niszy jest większa.

Nie warto być na ścieżce do mistrzostwa. Lepiej stworzyć własną, unikatową miksturę kompetencji i ją rozwijać. Czasy mistrzów już się skończyły. Teraz są czasy interdyscyplinarności.

 

Pozdrówko,
Krzysiek

P.S.

Pewnie nie wiesz o co chodzi z tym baby-clownem na zdjęciu głównym. Wiesz co. Ja też nie wiem, ale jak się spytasz kota to ci powie.

P.S.2.

Jeśli podobał Ci się wpis to zapraszam do zapisania się na mojego newslettera:

[mc4wp_form id=”2586″]