Jak Feniks z popiołów

Autor: 2 września, 201510 czerwca, 2016Życie.praca
feniks z popiołu

Pierwszy rok spędzony w Holandii był magiczny. Czułem się jakbym przeszedł przez czarną dziurę i wylądował w innym wymiarze. W lepszej dla mnie alternatywie rzeczywistości. Byłem dopiero co po studiach. Politechnika Warszawska wykończyła mnie psychicznie i to na moje własne życzenie. Po latach widzę, że to tylko przez negatywne nastawienie. Wręcz przez nienawiść do sytuacji w której byłem, czyli studiowanie czegoś czego nie cierpiałem – informatyki. A że byłem uparty, więc “musiałem” dobrnąć do końca studiów. Przeżyłem, zaliczyłem, obroniłem. Potem zachciało mi się dla odmiany robić coś co sprawia mi fun. Wyjechałem do Holandii studiować muzykę w Conservatorium van Amsterdam. Poniższy post to najbardziej intymny tekst na 7hillz. Czytaj dalej…

Blogowanie polegało dawno temu w głównej mierze na pisaniu internetowych pamiętników. Z tym też kojarzy się do dziś, ale tylko osobom, które w ogóle nie czytają żadnych blogów – taka moja własna, niepotwierdzona ankietami opinia. W każdym razie chciałbym, aby 7hillz też nawiązywało do historycznego, głównego nurtu blogowania. Dzięki temu blog stanie się bardziej osobisty i mam nadzieję również bardziej wyrazisty. Dzisiaj po raz pierwszy masz okazję przeczytać jeden z bardziej intymnych wpisów na łamach tego bloga. Będzie bardzo pamiętnikowo, więc jak ktoś nie lubi tego typu klimatów to niech się cholera w końcu przełamie;). A żeby ten wpis nie był zupełnie bezużyteczny dla Was drodzy czytelnicy to przeczytasz dziś również o wycieczce rowerem z Amsterdamu nad morze. Będąc na wakacjach w Amsterdamie warto zwiedzać nie tylko stare centrum miasta. Nie mielibyście ochoty na jednodniowy wypad rowerowy z dala od miejskiego zgiełku? Na małe uitstapje (pol. mały wypad poza miasto).

Niebo, a ziemia

To najlepsze porównanie jakie przychodzi mi do głowy – niebo, a ziemia. Studiowanie ścisłego kierunku w Polsce, a studiowanie muzyki na zachodzie. To tak jakby chcieć porównać pracę na budowie z paleniem jointa. W Holandii odżyłem i znów zacząłem czerpać radość z życia. W końcu robiłem coś co bardzo lubię. Ale nie tylko o to chodziło. W Amsterdamie panuje niezwykła atmosfera. Miasto tętniące życiem, które w dzień i w noc rozkwita. Do tego ten wszechobecny chillout i niecodziennie wyglądający ludzie z całego świata. Robiło to spore wrażenie, przynajmniej na młodym Polaku, który nie bywał zbyt często za granicą. Miałem wówczas 24 lata. Ale tylko w dowodzie niestety, bo czułem się wtedy na 60. Po przeprowadzce do Holandii z każdym tygodniem spędzonym tam, zaczęło mi tych lat ubywać. Ubywało i ubywało aż… aż narodziłem się na nowo…

Pierwszy tydzień w Amsterdamie

Jest połowa sierpnia 2006 roku. “Dawno, dawno temu” mógłbym chyba zacząć;). Przyjechałem pociągiem na dworzec główny Centraal Station. Jedyne co miałem ze sobą to list potwierdzający przyjęcie na studia i 1000 euro w skarpecie. Tyle mniej więcej udało mi się uzbierać sprzedając jedną gitarę, wzmacniacz i mój ulubiony efekt delay oraz dorzucając do tego marne, studenckie oszczędności. Plan miałem taki, żeby czym prędzej znaleźć mieszkanie i pracę. W przeciwnym wypadku mogłem tam zostać tylko do wyczerpania finansów. Biletu powrotnego nie miałem. Nie znałem na miejscu nikogo, kto mógł mi pomóc lub zapewnić nocleg. Wyjazd był kompletnie w ciemno. Jednak tak bardzo chciałem tam zostać, że porażka nie wchodziła w grę. Jak już pewnie wiesz lub się domyślasz, udało się.

Pierwsze dwa dni i trzy noce spędziłem w hostelu StayOkay <BLINK>. W tym czasie znalazłem pracę i wynająłem mały pokoik na skraju miasta. Nie było to łatwe zadanie. Muszę przyznać, że w grę weszło dużo szczęśliwych zbiegów okoliczności. Dnia trzeciego rozpoczął się nowy rozdział w moim życiu pełen niespodzianek i mnóstwa szczęśliwych zbiegów okoliczności.

Wspomnę jeszcze tylko, że praca, którą znalazłem polegała na byciu barmanem i allrounderem w jedynym wówczas w Amsterdamie polskim barze “Sami swoi”. Z pracą tam wiąże się kilka oryginalnych historii, które prawdopodobnie prędzej czy później wylądują na blogu. Także zapraszam do ponownego zaglądnięcia.

Muszę Cię przeprosić. Trochę się rozpędziłem zapowiadając, że napiszę jeszcze dzisiaj o wycieczce rowerowej nad morze. Dziś to się nie wydarzy, przykro mi, wiem, będzie Ci ciężko, ale spokojnie. Obiecuję, że napiszę o tym przed końcem miesiąca. Wpiszę to sobie na wszelki wypadek to kalendarza:).

Jak Feniks z popiołów

Jeszcze wracając do tematu odradzania/odmładzania/podążania za marzeniami chciałbym tylko wysunąć taki krótki wniosek. Czasem warto zaryzykować i zmienić swoje życie o 180 stopni, bo może się okazać, że z czarnej d…  dziury da się wyrwać. Wystarczy chwytać życie z prędkością światła i nie marnować dobrych okazji 🙂 Hawk.

Dąbek


feniks z amsterdamu