Jak nie zwariować podczas kwarantanny

Autor: 17 kwietnia, 2020 De-stress, Życie.praca

4 tydzień z rzędu jesteśmy w kwarantannie. Pod groźbą grzywny nie możemy opuszczać miejsc zamieszkania. Na szczęście dozwolone są spacery ze współlokatorami. To tymczasowe odcięcie od świata, od normalnego rytmu nie robi w sumie na nas wrażenia.

Bliskość wirusa i myśl o tym, że zarażeni są wśród nas oczywiście działa na wyobraźnię. Szczególnie kiedy ktoś się niebezpiecznie zbliża w sklepie podczas zakupów, które staramy się robić nie częściej niż 2 razy na tydzień. Ale to nie robi spustoszenia w naszych głowach w ogóle. Najważniejsze, że jesteśmy zdrowi.

Jednak ten okres okazał się dla nas czymś więcej niż tylko siedzeniem w domu. Prawdopodobnie dla większości z nas jest to trudny okres.

Dla mnie być może jeden z najtrudniejszych w życiu. Zacząłem pałać straszną nienawiścią do samego siebie za te wszystkie odczucia, które budzą się we mnie w stosunku do własnych dzieci.

Dzisiaj opowiem o tym jak balansujemy na tej cienkiej linii, która dzieli nas od szaleństwa.

O tym jak staramy się nie zwariować i wynieść coś pozytywnego z tej lekcji.

Powiedzmy, że jesteśmy w takim sobie stanie, neutralnym, bez fajerwerków, bez cierpienia.

Nasze małe dwa skarbeńka potrafią w trybie natychmiastowym przenieść nas na głębokie wody.

Czasem wystarczy dobra komedia romantyczna na Netflixie, żeby odzyskać poczytalność.

Ale oglądanie takich przed snem – bo tylko wtedy możemy sobie na to pozwolić,

gwarantuje słabej jakości spanie i budzimy się na drugi dzień – zwykle już wśród krzyków dzieci –

na cienkiej, czerwonej linii.

Będąc na skraju jesteśmy skazani na to co nam dzień przyniesie.

Albo będzie to coś dobrego, albo nie.

Izolacja.

Cały świat siedzi w domu.

No prawie cały. Oprócz służby zdrowia.

Wielki szacun dla lekarzy, pielęgniarek i wszystkich co pomagają.

Przy was czujemy się jak marne robaki.

No właśnie… porównywanie się.

Teraz bardzo łatwo wpaść w taką pułapkę, szczególnie kiedy przegląda się media społecznościowe.

Dlatego mamy teraz najlepszy czas na to, żeby zrobić sobie przerwę od internetu.

My staramy się przynajmniej zmniejszyć dzienną dawkę.

Gdyby nie ten koronawirus, to nigdy byśmy się nie dowiedzieli o tym, że

mamy coś grubego do przepracowania

Zostaliśmy zdemaskowani.

Wszystkie demony, które chowały się gdzieś tam na dnie.

Wypłynęły na powierzchnię.

Rzeczy, które jeszcze miesiąc temu wydawały się bardzo ważne,

zeszły na dalszy plan.

Aż czuję zażenowanie. Jak to możliwe, że miałem tak fatalnie poukładane priorytety.

Jak tu nie zwariować, w tym okresie, kiedy nasze wszystkie słabe punkty leżą przed nami jak na tacy.

Jak oglądam specjalistów na youtube, wszyscy trąbią: “zajmij się czymś pozytywnym”,

“ćwicz w domu”, “ustal rutynę”.

No i fajnie, ale nie wiem jak jest u was, bo u mnie działa to tak, że kiedy skupiam się na skutkach

to jest to krótkotrwałe rozwiązanie.

Dlatego teraz próbuję cały swój arsenał, wszystkie swoje zasoby, energię, talenty wymierzyć w przyczynę.

Żyjemy teraz w okresie, który sprzyja poznawaniu siebie.

Nie siebie nawzajem, ale samych siebie.

Każdy ma jakąś lekcję do odrobienia.

Wierzę, że już wielu ludzi na całym świecie, w czasie tego koronawirusa, odkryła co to za lekcja.

Ciekaw jestem jak zmieniłby się świat gdyby każdy ją odrobił.

I do tego was teraz właśnie zachęcam. Odróbcie swoje cholerne lekcje.

Zepnijcie pośladki, odłużcie dumę na bok.

Nie wystarczy się trochę postarać, trzeba się bardzo starać.

Ja często się staram, a wychodzi jak zwykle.

Ale zdarza się, że widać mikroskopijny postęp, czyli da się.

Wierzę, że każdy z was odkrył w tym okresie, że ma coś do przepracowania

Jestem ciekawy jakie wy macie refleksje, przemyślenia. Jeśli ktoś z was ma jakąś grubszą historię i chciałby się nią podzielić

to niech napisze do mnie, może nawet w komentarzach jeśli chce.

Jeśli uda mi się w ten sposób zebrać jakiś wartościowy materiał to chciałbym zrobić, znowu, wspólnie z wami film.

O kwarantannie :).

A poza tym co u mnie? Nic ciekawego.

Rozebrałem studio.

Siema Banda:).

Podczas tej całej kwarantanny sporo myślałem o tym kanale, co dalej.

Doszedłem do takiej refleksji, że nie ważne czy ten mój pierwotny plan uda się zrealizować.

Czy uda mi się otworzyć szkołę snowboardową, czy będzie z tego tylko kolejny kanał na youtube.

Może jakiś zupełnie inny biznes / styl życia.

Nie ważne.

Ważna jest odpowiedź na pytanie: czy ja będę miał ten biznes, czy on będzie miał mnie.

W dosłownym tego znaczeniu.

Bo w tym sezonie było tak, że to on miał mnie.

I sobie tak pomyślałem: “cholera, naraziłem swoją rodzinę na stres, odwróciliśmy nasze życie do góry nogami…

i w efekcie poszła rodzina w odstawkę.”

To tak nie miało być.

A poza tym to nadal szukam tematu, konceptu, czegoś co zepnie wszystkie pory roku.

Dzięki czemu będzie miało sens robienie filmów przez cały, okrągły rok, a nie tylko w zimie.

Czegoś co jest wspólne dla nas wszystkich tak jak jest snowboard, ale coś co snowboardem nie jest.

Być może jakiś wspólny cel.

Na pewno coś co by połączyło naszą społeczność, Bandę jeszcze bardziej.

Póki co pozostanę przy tym, że cechą wspólną moich wszystkich filmów i w zimę i w lato będą emocje.

No może poza snowboardowymi tutorialami, ale ogólnie to będę starał się, żebyście podczas oglądania po prostu coś poczuli.

Coś fajnego :).