Jak przekraczać własne granice – Piotr “Lotnik” Tokarczyk | Wywiad

By Październik 1, 2018 Podcast, Snowboard, Życie.praca

Piotr “Lotnik” Tokarczyk – zawodowy snowboardzista. Mistrz Polski w Slopestyle i Big Air w 2018. Zajął 1 miejsce w zawodach Big Air na Słowacji. W zawodach Pucharu Europy trzykrotnie stawał na podium z drugim miejscem. W sezonie 2016/2017 w klasyfikacji generalnej Pucharu Europy był na piątym miejscu.

Udało mi się porozmawiać z Piotrkiem. Co prawda przez internet, ale była to bardzo fajna i otwarta rozmowa na tematy około snowboardowe. Pytałem Piotrka o to, jak się przemóc, aby wyjść ze strefy komfortu, jak sobie radzić ze strachem i stresem i co robić żeby iskra pasji nie zgasła, gdy staje się rutyną.

Jeśli chcesz skontaktować się z Piotrkiem, pogratulować, życzyć wszystkiego dobrego to tu jest jego adres e-mail: piotrtokarczyk@onet.pl

A w sprawach biznesowych skontaktuj się z jego managerem : kuba.pulkowski@gmail.com

JEŚLISZ WOLISZ POSŁUCHAĆ WYWIADU W AUCIE LUB NA SIŁOWNI TU MASZ PODCAST:

Codziennie przekraczamy swoje bariery

Krzysiek: Cześć Piotrku, witam cię bardzo serdecznie.

Piotrek: Cześć witaj witaj.

K: Porozmawiamy na temat, który nie jest typowy dla wywiadów ze snowboardzistami. Porozmawiamy o tym, jak przekraczać własne granice. Ta rozmowa mam nadzieję będzie interesująca nie tylko dla twoich fanów i maniaków snowboardu, ale również dla wszystkich tych, którzy chcą wprowadzić pozytywne zmiany w swoim życiu – co zawsze wiąże się z wychodzeniem ze strefy komfortu. A moim zdaniem dla snowboardzisty wychodzenie ze strefy komfortu to chleb powszedni. Zgadzasz się z tym stwierdzeniem?

P: Tak rzeczywiście jest. Codziennie przekraczamy swoje bariery i sprawdzamy na co nam nasze ciało pozwala.

K: A co z głową? Czy głowa pozwala?

P: Każdy freestylowiec jest trochę odklejony moim zdaniem więc ta głowa pozwala na bardzo dużo.

 

JEŚLI WOLISZ OBEJRZEĆ ROZMOWĘ Z PIOTRKIEM, JEST ONA TEŻ NA YOUTUBE

 

Jak sobie radzić ze strachem

K: Wyobraź sobie, że jesteś na lodowcu, jest piękny, bezchmurny dzień, trenujesz sobie w snowparku. Chcesz wykonać trick na największej skoczni, którego jeszcze nigdy na niej nie robiłeś. Trenowałeś go jedynie na małej skoczni i na sucho. Stoisz przed skocznią, masz przypięty snowboard, co czujesz na parę sekund przed wykonaniem tego tricku? Co się dzieje w twojej głowie?

P: Mega ekscytację na pewno. Zależy jak dużo czasu spędziłem na szlifowaniu tego tricku na małej skoczni. Jeśli spędziłem dużo czasu, to łatwiej jest na pewno dla mnie, bo wiem, że przerobiłem dany temat i ileś godzin przelatanych mam na małej skoczni z danym trickiem i wtedy łatwo jest go przenieść na dużą skocznię.

K: Czy to zależy od czasu spędzonego na treningach, czy bardziej od tego jak się czujesz z danym trickiem.

P:  Jest wiele czynników. Czas treningów w ogóle, nie tylko na skoczni. Trening personalny, akrobatyka i inne. Wszystko łącze w całość i wtedy wiem, czy jestem gotowy wykonać dany trick na dużej skoczni, czy jeszcze nie. Ale wiadomo, gdy przychodzi co do czego, w głowie jest pełna ekscytacja, adrenalina wchodzi. Strach na pewno też. Tak naprawdę, za każdym razem – to dziwnie zabrzmi – ja się boję. Za każdym razem kiedy skaczę, jakiś stopień strachu jest we mnie.

K: Właśnie o to chciałem spytać. Czyli jest ta niepewność. W końcu warunki w górach są przecież codziennie inne. Na lodowcu to przecież z godziny na godzinę warunki się zmieniają. Skocznia jest co chwilę inna i człowiek musi się adaptować do danej chwili. Więc jak sobie z tym strachem radzisz? Miałeś kiedyś coś takiego jak blokadę przed wykonaniem skoku?

P: Na pewno takie sytuacje były. Tylko nie skupiam się na nich, bo jak wiem, że nie mogę to i tak dwa razy bardziej mogę. To jest już styl życia, który wybrałem. Wiem, że jak mnie sparaliżuje strach, to nic z tego nie będzie i będę musiał schować deskę do szafy i zająć się czymś innym.

Staram się walczyć ze strachem w taki sposób, że sobie mówię, że jeśli tego nie zrobię to chowam deskę do szafy i koniec snowboardu.

Podwójny backflip

Piotrek: Nawet teraz jak zrobiłem tego double backflipa – a nigdy nie kręciłem dużo przez głowę. Miałem parę ładnych godzin treningu na poduszce z tym doublem i przyszedł warun teraz w Szwajcarii jak byliśmy w Zermatt, przyszedł warun, że był beton na lądowaniu. Lata wcześniej w takich warunkach ja bym tego tricku nie spróbował. Ale teraz wiedziałem, że mam to przetrenowane i ten trick mi wchodził, byłem go pewny i nie miałem żadnych blokad.

K: Chyba lepiej jak jest bardzej twarde lądowanie, niż miękkie?

P: Tak, na pewno. No bo jak jest kasza na lądowaniu, albo jak jest śnieg pod koniec sezonu, albo na summer campie, to jest niebezpiecznie przez to, że może wstrzymać ta deska.

K: Kurcze double backflip, to jest coś.

P: Paru riderów zrobiło to w Polsce już bardzo dawno, więc jakoś się tym nie ekscytowałem.

K: Zrobiłeś go na dużej skoczni?

P: Na największej jaka była w Szwajcarii. Czy była duża, nie wiem, przeskakałem tyle lat na dużych skoczniach, że nie mam porównania. No chyba, że przychodzi Puchar Świata w Mönchengladbach, gdzie skocznia jest ogromna. Tam jadę windą do góry, stoję 50 metrów nad ziemią i wiem, że mam zjechać po najeździe, który jest jak beton, to wtedy czuję, że to jest wielkie, ale tak w snowparku, to nie.

K: Skoro idziemy w tą stronę, to skocznia do Big Air’ów ile ma długości?

P: 20 – 25 metrów płaskiego. Zdarzają się większe, ale rzadko.

K: Jaką odległość w powietrzu pokonujesz. Skoczkowie narciarscy lecą na setkę, a snowboardziści?

P: 25-30m

K: To jest mega odległość, tym bardziej, że mówimy o freestyle’u. Ludzie tu robią salta na 30 metrów :).

P: Powiem ci jeszcze ciekawostkę do tego, że gorzej jest skoczyć prosty skok (przyp. “straight air” – skok bez tricku) na wielkiej skoczni niż skok z trickiem. Ja to zawsze jak stoję i myślę, że muszę pierwszy “straight air” wykonać, byle jak najszybciej jadę, skaczę, ok, zrobione, ufff odznaczone:). Wtedy zaczynam tricki i się cieszę, że już po.

K: Czyli od tego zaczynacie treningi, od prostych skoków?

P: Tak. Chyba, że jesteśmy już tydzień na lodowcu i trenujemy na tych samych skoczniach, to zdarza się, że od razu ładujemy tricki.

Jak sobie radzić ze stresem

K: Jak sobie na co dzień radzisz z takim stresem ogólnym? Nie chodzi mi o stres na zawodach i skakanie na skoczni, tylko bardziej kiedy przygotowujesz się do zawodów, które masz w perspektywie 2-3 miesięcy. Masz z tyłu głowy, że będzie ciśnienie. Jak sobie z tym radzisz?

P: 2-3 miesiące przed zawodami ja w ogóle nie myślę o tych zawodach, bo to jest odległy termin. Zawsze coś może się zdarzyć, mogą na przykład odwołać zawody. Jak sobie radzę ze stresem? Czytam książkę “Obsesja doskonałości” Dawida Piątkowskiego, którą dostałem od dziewczyny. Tam jest parę triczków, które pomagają zwalczyć stres.

obsesja doskonałości

P: To nie jest też tak, że ja snowboardzista freestylowiec, robię wszystko na freestyle’u, nie boję się niczego, nie mam stresu, wręcz przeciwnie. W sporcie zawodowym, w którym jestem, jest mnóstwo stresu.

K: To już taki styl życia, że jesteś cały czas poza strefą komfortu. Czy to już jest dla ciebie normalne i już tego tak nie odczuwasz?

P: I tak, i nie. W pewnym momencie zaczynają ci wszyscy patrzeć na ręce. Największy stres mam na zawodach w Polsce. Są ludzie, którzy spoza kadry startują i wtedy mam ten strach, że, kurcze jak oni mnie objadą, to trochę nie będzie halo. Za granicą już się tak nie stresuję.

K: Za granicą to chyba bardziej anonimowo występujesz, czy jesteś już znany za granicą? Pewnie zawodnicy cię znają.

P: Zawodnicy tak, a czy ludzie to nie wiem, na Słowacji na pewno. Na Słowacji dużo jeździłem po zawodach, w sezonie nawet więcej czasu spędzałem tam niż w Polsce.

 

K: Czy zdobycie tytułu mistrza Polski, zaostrzyło twój apetyt na kolejne sukcesy, czy czujesz się zobowiązany, że teraz to nawet powinieneś zdobywać Puchary Europy, Świata?

P: Nie chciałbym teraz wyjść na cwaniaka – wiedziałem, że będę tym mistrzem. To były zawody na moim podwórku i kadra w ogóle nie przyjechała. Janek Jaromin trochę mi tam nerwów nasporzył, bo w eliminacjach slopestyle mnie wyprzedził – nie zrobiłem swojego przejazdu czysto. Nie, nie mam w ogóle takiego poczucia, że muszę wygrywać nie wiadomo co.

 

Czy warto podejmować decyzje samodzielnie

K: Czy decyzję o tym, że snowboard stanie się twoją karierą podjąłeś samodzielnie? I kiedy to było?

P: Tak, podjąłem ją samodzielnie. Podjąłem ją jak zacząłem jeździć, jakoś w pierwszej gimnazjum. Miałem parcie, żeby być najlepszy i już wtedy wiedziałem, że ten snowboard będzie. W pewnym momencie sytuacja życiowa mnie zmusiła i musiałem wyjechać za granicę do pracy.

Po paru miesiącach za granicą w pracy stwierdziłem, że to nie jest życie dla mnie, że muszę być snowboardzistą i to będzie mój styl życia, że muszę wziąć się za treningi

K: Czy to była dobra decyzja?

P: Bardzo dobra, nie żałuję. Czasem mam dość snowboardu, ale to chyba normalne w każdej dziedzinie sportu, że następuje przesyt.

K: To generalnie tak jest, że kiedy człowiek zajmuje się czymś na full-time, przychodzi przesyt. Niezależnie czy robisz coś z pasji, czy tylko dla pieniędzy. A wśród snowboardzistów i narciarzy jest coś takiego jak wypalenie posezonowe. Po pół roku jeżdżenia i trenowania prawie codziennie ma się już dość i ma się ochotę tylko posiedzieć na plaży :).

P: Tak, jest coś takiego. Dwa lata temu bardzo miałem dość snowboardu. Ale to przez to, że wchodziłem w te Puchary Świata – cały sezon był dla mnie nerwowy. Przyjeżdżam na zawody, a tam same gwiazdy snowboardu i sobie myślę: mam się z nimi zmierzyć. Teraz pojechałem na wakacje po 10 latach i mi przeszło, ale teraz wiem, że za 4 dni jadę na kolejne zgrupowanie więc znowu zaczyna się snowboard.

W sumie teraz nie myślę o tym. Rozrywkowo gram sobie też w hokeja i zapominam o tym snowboardzie. Fajnie jest jak robisz coś innego i później zatęsknisz za tym snowboardem i wracasz na pełnej mocy.

Gdy pasja przeradza się w zawód

Fajnie jest jak robisz coś innego i później zatęsknisz za tym snowboardem i wracasz na pełnej mocy.

K: Snowboard to twój zawód. Czy to jest coś jeszcze?

P: Zdarzają się wiadomo fajne momenty na snowboardzie np. jak się wygrywa:). Ale największą zajawę mam jak sobie idę tak na stok pozjeżdżać w Nowym Targu. To mnie odstresowuje i jest fajnie. Jak jadę sobie w miejsce gdzie zaczynałem. Nieraz rozmawiam ze znajomymi – “pamiętacie jak wtedy zbudowaliśmy tutaj coś” (przyp. skocznię;p). Wtedy się serduszko cieszy.

K: Ta pasja z dzieciństwa przerodziła się w rutynę?

P: Czasem jest rutyna i szukam tej zajawy, żeby od nowa było “wow jest super”, ale rzadko mi się to zdarza już. Trochę to już jest praca – inni idą rano do biura, ja idę na snowboard, moim zdaniem to jest taka sama praca, ten sam stres. Ludzie, którzy stoją z boku, myślą sobie “ale ma życie gość jeździ sobie po świecie i jeszcze narzeka, że już ma dość”. Ale to jest tak samo jak dla osoby, która idzie na cały dzień do biura przez X lat i też ma dość już tego biura w końcu.

K: Czy się utrzymujesz ze snowboardu? Czy wystarcza i czy zawsze tak było?

P: Różnie bywa, ale utrzymuję się ze snowboardu. Nie zawsze tak było. Jakieś 5-6 lat ostatnie. Odkąd wszedłem w firmę Pathron Snowboards, która mnie bardzo mocno wspiera – zrobili dla mnie pro-model deski – od tamtej pory to się tak kręci. Jeszcze wspiera mnie United People Of Bleta, więc daję radę. Jeszcze Lamborgini pod domem mi nie stoi i jestem w wynajętym mieszkaniu, ale jest dobrze :).

K: Co to był za moment przełomowy 5-6 lat temu, gdy zostałeś zauważony. Czy były to jakieś zawody?

P: Wtedy wróciłem z Anglii z pracy i nie miałem sponsora. Zadzwoniłem do swojego kolegi Bartusia Janowca – bardzo go pozdrawiam oczywiście:) – dzwonię do niego z tekstem: kurde stary, zagrałem dobry part w poprzednim sezonie i w ogóle nie mam sponsora, odmawiają mi firmy, nie wiem o co chodzi. Bartek dał mi wtedy kontakt do Pathron Snowboards. Pamiętam, że w piątek napisałem maila o godzinie 20:00, a w sobotę dostałem już odpowiedź, że biorą mnie do teamu. Napisałem, że chciałbym na początku trzy deski, dwie pary wiązań, pokrowiec. I to wszystko dostałem już w poniedziałek, bo w sobotę była wysyłka. Wtedy powoli zaczynała rozkręcać się maszyna i zaczynałem utrzymywać się ze snowboardu.

K: To nie oni cię znaleźli tylko, to ty wyszedłeś z pierwszym krokiem do firmy?

P: Nie zdarza się w sponsoringu w Polsce, żeby firma ci zadzwoniła: “cześć chcemy cię do teamu”. Może miałem dwie sytuacje w życiu. Zresztą managerowie to załatwiają. Wtedy nie miałem managera, teraz go mam i skupiam się tylko na jeździe, a on załatwia sprawy kontraktowe.

Plany

K: Jaki jest twój plan na najbliższy sezon?

P: Jadę do Scharnitz i Hintertux teraz 25.09

K: To dużo w Austrii spędzasz czasu.

P: Tak, na Hintertux. To jest mordor tak w ogóle ;p. Ja jestem tego zdania, że jak na Hinter się skacze i wykonuje tricki, to już wszędzie się zrobi. A w lutym, mamy mistrzostwa świata w Stanach. Tam bym chciał w końcu powalczyć, bo moje ostatnie mistrzostwa nie mogę zaliczyć do najlepszych. Duży cel, w końcu chciałbym zamieszać w tej stawce.

K: Jaki masz plan na najbliższe lata? Może chcesz zdobyć jakiś tytuł konkretny?

P: Igrzyska Olimpijskie, w końcu muszę na nie jechać, bo w tym roku nie miałem szczęścia.

K: Czyli Pekin za 4 lata?

P: Tak, oczywiście jak tylko zdrowie mi pozwoli, to będę walczył o start w Pekinie. To jest moje największe marzenie, żeby wystartować. I też walczyć o medale.

K: Życzę ci tego jak najbardziej :). Wielkie dzięki za rozmowę Piotrek!

P: Ja również ci dziękuję.

 

Zapraszam na stronę Piotrka piotrtokarczyk.com oraz na jego instagrama @lotnikk

Jeśli podobał ci się wywiad skomentuj poniżej i napisz co ci się podobało, a jakich pytań zabrakło. Ok? 🙂

Krzysiek

Przede wszystkim otwartość. Otwartość na zmianę i na ludzi powoduje, że przydarzają nam się niespodziewane, pozytywne historie.   Jestem instruktorem snowboardu. Jest to nie tylko moje hobby, ale również coraz stabilniejsze źródło dochodu. Kocham to co robię. Mogę nauczyć Cię jeździć na desce, a na dodatek zainspirować do zmiany swojego życia na lepsze - tak aby toczyło się ono według Twojego scenariusza.Chciałbym Ciebie zachęcić, żebyś również spróbował robić to w czym czujesz się najbardziej komfortowo. Wykształcenie i wiek nie grają roli. Nigdy nie jest za późno żeby iść za głosem serca. Wystarczy tylko otworzyć się na zmianę i na pozytywnych ludzi, a cudowne, niespodziewane rzeczy zaczną przydarzać Ci się same :). Serio...