Jak uciec z korpo (*ważne): nowa moda, czy pogoń za potrzebą

By Wrzesień 10, 2018 De-stress, Życie.praca
jak uciec z korpo

Wiele osób narzeka, że nie o takim stylu życia marzyli.

…że praca w korporacji nie jest dla nich.

…że nie daje satysfakcji.

Narzeka, że wyścig szczurów, obgadywanie, kopanie dołków pod konkurentami.

Czy rzeczywiście jest aż tak źle?
Ty też zastanawiasz się jak rzucić pracę w korporacji? To dobrze, że się zastanawiasz, bo bez dobrego planu, to nawet nie próbuj.

Grzeczny Krzysio

Grzeczny Krzysio miał bardzo dobre wyniki w nauce. Wisienką na torcie była szóstka z matematyki na maturze.

Odsiedział studia.

Tak jakoś naturalnie musiało wyniknąć, że zostanie szarym pracownikiem biurowym. W branży IT rzecz jasna, no bo jak dobry z matmy, to wiadomix. Niestety dopiero tak w połowie studiów Krzysio skapnął się co mu jest pisane.

Zamiast dać po hamulcach i jeszcze zaciągnąć ręczny, dał po garach i skończył studia pierwszy. Dla świętego spokoju, żeby mu mama nie wypominała.

Obrócił się na pięcie o 180° i zaczął uprawiać muzykę.

„Na poważnie”.

No bo styl życia muzyka jakoś tak bardziej mu odpowiadał.

No wiesz, podróże, koncerty i groupies.

Wyjechał nawet na studia muzyczne do Amsterdamu. Bez większego planu. Niestety żadna wytwórnia płytowa nie zaoferowała mu kontraktu.

Krzyś, ostatni czynsz zapłacił sprzedaną gitarą, na kolejny nie miał, więc zaczął szukać pracy. Osioł uparty, pracownikiem korpo zostać nie chciał, poszedł do roboty w magazynie.

Po roku dostał ofertę pracy w korpo, lepsza kasa więc spróbował. Było ok, nie tak strasznie jak sobie wyobrażał, nawet momentami było fajnie.

Chciał od życia czegoś więcej

Kiedy miał co jeść i za co zapłacić rachunki, włączał mu się Krzyś-marzyciel-podróżnik.

Chciał robić rzeczy fajne, rozwijać się w każdym kierunku na raz. I najlepiej pójść w lewo i w prawo jednocześnie, żeby niczego ciekawego nie przeoczyć. Zjeść ciastko i mieć ciastko.:

Zwiedzać świat,

poznawać fajnych ludzi,

tworzyć muzykę, tworzyć w ogóle, najlepiej sztukę.

Krótko mówiąc wieść kolorowe nigdy-nienudne życie wiecznego eksploratora. Siedząc za biurkiem w robocie, co prawda, kasa była. Mógł realizować marzenia, ale nie było na nie za bardzo czasu. Kasa na koncie gniła. Krzyś nie miał po prostu kiedy ją wydawać na swoje ciągoty w kierunku podboju świata.

Chytry plan

Chciał pracować mniej, więcej żyć. Żeby nie było balansu między życiem, a pracą w ogóle – żeby życie przeważyło!

Zacny plan.

Zaczęły się kilkutygodniowe bezpłatne urlopy.

Podróże.

Założył zespół.

Zaczął knuć po godzinach.

Okres buntu

Okres buntu zaczął się tak w połowie drugich osiemnastu lat życia Krzysia (27?).

Krzyś wiedział, że nie chce wieść takiego życia, jakie mu los zgotował.

Tylko nie wiedział jakie życie by chciał wieść.

Jak można chcieć coś zmienić nie wiedząc na co zmienić…

No ale chciał więc szukał…

Koniec historyjki o Krzysiu


 

Naprawdę to rozumiem.

Rozumiem każdą osobę, która do mnie pisze z zapytaniem o „rzucanie korpo”.

Teraz akurat jest taki czas, że sezon urlopowy wygasa, ludziom w głowach coś zaczyna kiełkować i takie zapytania dostaję prawie codziennie.

Korpo jest ok, wielu ludzi marzy o pracy w korpo, o dobrej pensji, o czystym miejscu pracy.

O tym żeby siedzieć przed komputerem, chodzić na spotkania i pić kawę…

z korpo wszystko jest ok, tak samo ok jest to, że ktoś czuje potrzebę robienia czegoś innego jak praca w korpo – to tylko znak, że udało się tej osobie ułożyć życie na kolejnym szczeblu piramidy maslova i przyszedł czas na skok na ostatni szczebel.

Tak!

To moim zdaniem(!) dobry znak.

W sensie to uczucie.

To może teraz nie jest przyjemne, ale wyjdzie tej osobie na dobre w dłuższym terminie jeśli coś z tym zrobi.

 

DISCLAIMER: nie jestem psychologiem. Nie jestem kwalifikowany, żeby dawać takie porady, nie czuję się zresztą ekspertem. Ale jestem ekspertem od układania swojego życia po swojemu, a wy jesteście ekspertami od swoich.

Nie namawiam do rzucania korpo. Wręcz przeciwnie, kto nie ma planu, nie powinien narażać się na niepotrzebny stres. Korpo są super. dzięki korpo to wszystko odkryłem. Zacząłem jeździć na snowboardzie, zacząłem podróżować, poznawać siebie.

Korpo to dobro, to może być świetna lekcja, świetny etap w życiu. Ale moim zdaniem człowiek jest stworzony do czegoś więcej. Wszystkim, którzy do mnie pisali na ten temat, życzę z całego serca powodzenia, trzymam kciuki i liczę, że dacie znać jak leci.

To o Krzysiu, to oczywiście fragment mojej historii. Niby półżartem, ale to wszystko na serio! Błąd który ja popełniłem jest następujący: “wiedziałem czego nie chcę, ale nie wiedziałem czego chcę”. Wiem, w jak wielu głowach kiełkują myśli na temat jak rzucić pracę w korporacji i żyć pełnią życia. Udostępnij proszę ten post, bo jak zwykle, nie jest gramatycznie i ortograficznie mistrzostwem klawiatury, ale poleciał prosto z serducha i może komuś doda otuchy, zainspruje do zmiany, albo chociaż ktoś się pośmieje czytając :). Peace!

 

Krzysiek

Przede wszystkim otwartość. Otwartość na zmianę i na ludzi powoduje, że przydarzają nam się niespodziewane, pozytywne historie.   Jestem instruktorem snowboardu. Jest to nie tylko moje hobby, ale również coraz stabilniejsze źródło dochodu. Kocham to co robię. Mogę nauczyć Cię jeździć na desce, a na dodatek zainspirować do zmiany swojego życia na lepsze - tak aby toczyło się ono według Twojego scenariusza. Chciałbym Ciebie zachęcić, żebyś również spróbował robić to w czym czujesz się najbardziej komfortowo. Wykształcenie i wiek nie grają roli. Nigdy nie jest za późno żeby iść za głosem serca. Wystarczy tylko otworzyć się na zmianę i na pozytywnych ludzi, a cudowne, niespodziewane rzeczy zaczną przydarzać Ci się same :). Serio...