Porównanie stylu pracy Holendrów i Polaków

Autor: 11 sierpnia, 2016Życie.praca
Jak się pracuje w Holandii

O tym jak się pracuje w Holandii. O work-life balance na zachodzie. O zarobkach w IT. A także o “efekcie motyla”, czyli korporacyjnej kawie. 

W Polsce pracuje się dużo, w stresie i za marne grosze. Za to ci na zachodzie mają życie jak w raju. Dobrze płatna praca ustępuje życiu osobistemu. A ich problemy to np. zaplanowanie kolejnej podróży lub jakiego koloru Subaru wybrać. Wierzysz w to?

To oczywista BZDURA. Tani stereotyp. Uproszczenie zagmatwanej rzeczywistości, którą chcielibyśmy zmieniać i lepić jak dwulatka plastelinę. Kto “ulega” takim uproszczeniom prawdopodobnie pracując za granicą też nie będzie szczęśliwy i znajdzie 1001 powodów do narzekania.

Za chwilę będzie dużo generalizowania i subiektywnych opinii. Ten wpis jest narażony na hejt. Czytasz dalej na własną odpowiedzialność.

Podzielę się swoimi wieloletnimi obserwacjami stylu pracy Holendrów i Polaków. Moje pierwsze 4 zawodowe lata odpracowałem u pomarańczowych. W sumie mieszkałem tam 7 lat. Co z resztą tego czasu? 3 lata przeznaczyłem na studiowanie, zwiedzanie i przede wszystkim imprezowanie. Wbrew pozorom zupełnie świadomie – nie będąc w stanie wskazującym na używanie tubylczych zielonych specjałów.

Obecnie już trzeci rok pracuję w Polsce. Jak wielu młodych, pracujących Polaków w ciągu swojej “kariery” przewinąłem się już przez kilka różnych różniastych firm, małych i dużych. Nie jestem typem, który grzeje ciepłą posadkę przez kilkanaście lat. Niektórzy twierdzą, że to źle. Ma to jednak jedną wielką zaletę. Miałem okazję z pierwszej ręki doświadczyć różnych podejść do pracy i poobserwować dużo więcej rozmaitych osobowości niż jakbym pracował tylko w jednej firmie.

Jak pracują Holendrzy?

Podejście do pracy Holendrów, z którymi miałem przyjemność pracować określiłbym jednym słowem: ZDROWOROZSĄDKOWE. Pracują bez spinki, przyjmując zasadę że idąc drogą na skróty można się tylko potknąć. Czy nie uważasz, że zamiast próbować robić wszystko na wczoraj, lepiej jest przyjąć, że ma się jeszcze zapas czasu, tylko wypada to zrobić dobrze. Eliminuje to prowizorkę. W końcu człowiek podpisuje się obiema rękami pod swoją pracą. Jednak żeby mieć taki komfort trzeba planować z dostatecznym wyprzedzeniem i startować z projektem będąc do niego przygotowanym. Improwizacja jest na marginesie.

Prowizorka, improwizacja i wszystko na wczoraj. Takie miałem wyobrażenie o pracy w Polsce – przyznaję ze wstydem – zanim “zjechałem” i zacząłem w ojczyźnie pracować. Miałem już wtedy 4 lata doświadczenia zawodowego za granicą. Padłem ofiarą stereotypu nakręcanego przez znajomych z Polski. Miałem poważny dylemat i trochę stracha. W końcu miałem zacząć zasuwać 10 razy więcej za 10 razy mniej.

Praca w Polsce absolutnie nie jest jakimś traumatycznym doświadczeniem w porównaniu z pracą w Holandii. Jest jednak kilka różnic, które mogą Ci się wydać interesujące. A mianowicie :

W Holandii:

  • Dużo wyższa mobilność zawodowa.
  • Zwrot kosztów dojazdu do pracy.
  • Przejrzyste zarobki.
  • Mniejsze dysproporcje w zarobkach.
  • Spacery w przerwie na lunch.
  • Picie dużej ilości kawy

W dalszej części przeczytasz więcej o tych różnicach, o zarobkach w IT w Holandii, a także o efekcie motyla.

 

Jak się pracuje w Holandii?

W Holandii jest dużo większa mobilność zawodowa. Nikt tam nie ma problemu z przeprowadzką na drugi koniec kraju ( czyli nie więcej niż 100km ;> ) za pracą. Ułatwia to infrastruktura połączeń oraz niewielkie odległości pomiędzy dużymi miastami. A najlepsze jest to, że jest duża szansa na pokrycie kosztów dojazdu do pracy przez pracodawcę.

RÓWNOWAGA PRACA-ŻYCIE. Holendrzy dbają o to, aby nie popaść w pracoholizm. Wielu z nich pracuje mniej niż 40 godzin tygodniowo. W piątki – jak wszędzie – występuje rozluźnienie atmosfery w pracy. A na zakończenie piątunia pracownicy piją w miejscu pracy małe piwko – co już w Polsce jest nie do pomyślenia. Mało kto zabiera pracę do domu. Ilość dni urlopu wzrasta wraz z wiekiem pracownika. Jeśli jesteś chory nie dłużej niż kilka dni, zwykle nie musisz iść do lekarza. Pracodawca uwierzy ci na słowo. Jeśli nawet nie chorujesz, a potrzebujesz ekstra dni, żeby coś załatwić, możesz wykorzystać te “niepisane chorobowe” na swoje sprawy i jest to zupełnie normalne. Nie musisz tych dni odejmować od swojego urlopu.

ZAROBKI.  W przeciwieństwie do naszego kraju w Holandii otwarcie mówi się o zarobkach. Nikt nic nie ukrywa, nie ma żadnych tajnych podwyżek za plecami kolegów z pracy. Wiesz ile zarabia Twój manager, szef szefa, ile kosztuje szafa szefa z sejfem na szyfr. Wystarczy tylko spytać.

Zarobki są dość wyrównane. Nie ma takich dysproporcji jak w Polsce – nawet w IT – że jedni zarabiają słabo a inni, że ból głowy. Na etacie, zaraz po studiach można liczyć spokojnie na stawkę ok 2000 EUR na rękę. Poziom mediora (2-3 lata doświadczenia) to 3000 EUR. Senior 4k, a architekt 5k. Dla freelancera widełki to 30 EUR – 120 EUR na godzinę. W zależności od doświadczenia i umiejętności.

Efekt motyla

Holendrzy piją dużo kawy. Pracodawcy dbają o to, aby ich pracownicy mieli łatwy dostęp do bezawaryjnych ekspresów do kawy. Dobra kawa, czy to late, czy kapuczino w dowolnych ilościach na koszt firmy. W Holandii łatwo jest się od kawy uzależnić. Tym bardziej, że jednoznacznie skojarzona jest z przerwą od pracy. Od takich częstych przerw można sobie nieźle wykończyć żołądek. Uciążliwy może być efekt motyla. Tak telepie, że aż ręce trzepocą;>

 

Na zakończenie pytanie dla tych z Was co grzeją długo ciepłe posadki. Jak uważacie, co jest takiego w naszej Polskiej mentalności co blokuje naszą mobilność zawodową? Lub jakie są czynniki zewnętrzne, które nas blokują?

To był wpis z serii “Rowerem po Holandii”. Jego siostrzane wpisy to:

Rowerem po Holandii – prolog

Jak Feniks z popiołów

Rowerem nad Morze Północne

Pozdrawiam,

Krzysiek