Jak to jest w tym Tyrolu

By Styczeń 21, 2019 Snowboard, Życie.praca

Trawa nie jest tu bardziej zielona. Chociaż to zależy jaki “balans bieli” ustawisz. Ale nie w aparacie fotograficznym. Tylko w swojej głowie. No bo generalnie, tak jak sam siebie nastawisz, tak wszystko będziesz widział. Jeśli nakręcisz się negatywnie, to będziesz żył w świecie pełnym ponurych barw. I odwrotnie. Nie ma znaczenia, czy mieszkach w Zgierzu, w Innsbrucku, czy w Pcimiu Dolnym.

Na początek wytłumaczę o co chodzi w tym tekście:

Zamiast “w Tyrolu jest pięknie”, napiszę, że Tyrol to miejsce pełne gór.

Ja kocham góry i dla mnie jest tu pięknie, ale ktoś może gór się bać, lub po prostu ich nie lubić. Dlatego będę pisał tylko o poznanych przeze mnie do tej pory faktach i twardych różnicach Austria-Polska.

Cała reszta, podejrzewam, nie jest dla ciebie zbyt wartościowa, bo

Kontekst, w którym żyjemy nie pozwala nam obiektywnie powiedzieć jak to jest w tym Tyrolu. Bo nie jest nam jakoś super łatwo, ale to nie ma nic wspólnego z tym gdzie jesteśmy. Tylko z tym dlaczego tu jesteśmy – ale o tym innym razem ;p.

Nasze subiektywne odczucia o mieszkaniu w Tyrolu spakuję w jedno krótkie, choć sporo mówiące zdanie: Jest nam tu bardzo dobrze i czujemy się szczęśliwi :). Mówimy o realistycznej definicji szczęścia, a nie tej z Hollywood albo z Instagrama. Mniejsza o to….

Przejdźmy do konkretów 🙂

  • W Tyrolu jest drożej niż w Polsce i mam tu na myśli czynsz, który płacimy za mieszkanie, ale również zakupy w supermarkecie. Np. najtańsze masło kosztuje 1,99 euro.
  • Jakość niektórych produktów spożywczych w tanich supermarketach jest lepsza niż w Polsce. Np. mielonka z Hofera > mielonka z Biedronki.
  • Jeśli mówisz po Niemiecku, bez problemu dogadasz się tutaj, a nawet będziesz trochę rozumiał lokalny dialekt. Przynajmniej w regionie Innsbrucka. Podejrzewam, że np. w Zillertal będzie trudniej ze zrozumieniem dialektu.
  • Spotykamy się z sympatią Austriaków i czujemy się tutaj mile widziani. Nie spotkaliśmy się do tej pory z niechęcią do obcokrajowców. Co nas zdziwiło, to to, że niektórzy Austriacy mają kompletnie błędne wyobrażenie o Polsce – myślą, że jest tam nadal tak jak w latach 80’tych. Hehe… 🙂
  • W Tyrolu jest odpowiednik 500+. Wspomaganie rodzin z dziećmi jest tutaj o wiele bardziej rozwinięte niż w Polsce i jest kilka możliwości dostania pięniędzy z różnych urzędów. Np. Familienbeihilfe z Finanzamt, Kinderbetreuungsgeld z Krankenkasse, Kindergeldplus z gminy, a nawet ulgę podatkową do 1500 euro rocznie. My na razie nic nie dostajemy :(, chociarz mamy dwójkę małych dzieci. Złożyliśmy na razie wniosek o Familienbeihilfe i już czekamy TRZECI miesiąc na rozpatrzenie… 500+ w Polsce zostało nam przyznane od razu.
  • Obecne przedszkole Zuzi wypada dużo lepiej niż poprzednie w Polsce. Ale to pewnie dlatego, że w Polsce słabo trafiliśmy, a tutaj bardzo dobrze. Zuzia świetnie się w nim czuje, lepiej niż w Polsce – pomimo bariery językowej. Bardzo szybko uczy się Niemieckiego. Panie przedszkolanki bardzo ją wspierają. I inne 4-latki z grupy też :). W przedszkolu w Polsce zauważyliśmy olewactwo, a tutaj dzieci mają zorganizowany czas na 100%.
  • W Polsce przy rejestracji auta poprosili mnie o fakturę zakupu. W Austrii przy rejestracji tego samego auta, nie interesuje ich żadna faktura. Ale w Austrii jest więcej opłat, no ale generalnie jest drożej, to już wiemy :).

Czas na puentę….

Każde miejsce na świecie ma swoje tego typu “fakty”. Ale to nie od nich zależy, czy gdzieś będzie ci się dobrze mieszkało, czy nie. Jeśli uzależniasz swój humor i swoje szczęście od tego typu rzeczy, to prawdopodobnie nigdzie nie będzie ci dobrze. A już przeprowadzanie się tylko po to, żeby zamiast 500+ dostać 1000+ to kompletnie porojony pomysł.

No nie, ta puenta mi jakoś dziś nie wyszła, bo jeszcze chcę coś napisać:)

My zmienialiśmy kraj już kilka razy. Mieszkaliśmy w Holandii, Szwajcarii, potem z powrotem w Polsce, a teraz w Austrii. Ktoś z zewnątrz mógłby ocenić, że “nie możemy swojego miejsca znaleźć”, albo “wszędzie im coś nie pasuje”, … haha, jest zupełnie odwrotnie :). Wszędzie za granicą było wspaniale i bardzo tęsknimy za klimatem Amsterdamu, przechadzkami w Utrechcie, doliną Rosenlaui, spokojem helweckiej wsi i energią Krakowa. Tamte miejsca skradły nasze serca, albo raczej na zawsze w sercach pozostaną. Te przeprowadzki wynikały z chęci poznania świata, ludzi i przede wszystkim samego siebie.

Mieszkasz za granicą lub daleko od domu rodzinnego? Jaka motywacja kryje się za twoją przeprowadzką? Napisz w komentarzu :).

A tu jeszcze filmik związany z tym tematem