Katamaranem dookoła świata – wywiad z Flo Orley

By Luty 11, 2019 Podcast, Snowboard
Flo Orley wywiad

Z żoną i dwójką dzieci po oceanach na katamaranie. Flo z rodziną, odcięci przez większość czasu od zachodniej cywilizacji i od internetu, a czasem w ogóle od ludzi, prowadzą bardzo nietypowy styl życia. Zapraszam do przeczytania niezwykle inspirującej rozmowy lub do obejrzenia jej na moim kanale youtube.

Flo jest pro-snowboardzistą “na emeryturze”, freeriderem i basejumperem. Był wieloletnim uczestnikiem Freeride World Tour – międzynarodowego konkursu zjeżdżania poza trasami.

Tematy poruszone w wywiadzie:

  • O mieszkaniu na katamaranie całą rodziną i pływaniu po Karaibach
  • Wskazówka dla podróżujących rodzin
  • Biznesowa strona snowboardu
  • “Sekretna” miejscówka freeridowa w Tyrolu

#sailawayfamily

Flo Orley: Cześć jestem Flo Orley, poszukiwacz przygód z Austrii. Byłem zawodowym snowboardzistą przez 17 lat. Przez ostatni rok pływam z rodziną po Karaibach na 12 metrowym katamaranie “Snowflake” i jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi :).

Krzysiek: Powiedz coś więcej o tym projekcie.

Flo: Około 10 lat temu, razem z moją dziewczyną Niną (teraz żoną) przepłynęliśmy południowy Pacyfik na bardzo małej żaglówce. Bardzo nam się to spodobało. Postanowiliśmy, że kiedyś popłyniemy z dziećmi. Kupiliśmy większą łódź. I teraz już od roku pływamy po Karaibach. Świetna podróż, choć dająca w kość z racji tego, że mamy pod opieką dzieci 24 godz. na dobę 7 dni w tygodniu. Jednak planujemy tak pływać jeszcze przez kilka lat i doświadczać kolejnych przygód.

K: Sam jestem tatą, mam dwie córeczki i wiem jak może być ciężko nawet w jednym miejscu, nawet nie podróżując. Jak sobie dajecie radę z dwójką dzieci w podróży?

Flo: Jedną z największych niespodzianek tej wyprawy jest to, że przebywanie 24/7 z dziećmi to nie zawsze sama radość. Te kilka godzin dziennie, podczas których normalnie dzieci powinny być w szkole, czy w przedszkolu, to czas, który my musimy zagospodarować. My sami uczymy nasze dzieci. Mówiąc krótko, nie ma ani chwili przerwy, śpimy we wspólnym łóżku. To bardzo nas jednoczy i stajemy się coraz to bardziej zgraną drużyną. Codziennie jednak padamy po całym dniu do łóżek strasznie zmęczeni i rano budzimy się o tej samej porze wszyscy razem. Z żoną w ogóle nie mamy czasu dla siebie.

K: Wasze dzieci mają zupełnie inny styl życia niż ich rówieśnicy. Jak myślisz co dobrego wyniosą z tej przygody? Czego się nauczą?

Flo: To co nam się bardzo podoba, to to, że nasze dzieci nie są pod wpływem tych wszystkich bodźców świata zewnętrznego. Nasz chłopak wkrótce skończy 8 lat. Dzieci w jego wieku mają już pierwsze smartphony, dla nich liczą się zabawki i markowe ubrania. A on biega całymi dniami prawie na golasa. Chodzimy wspólnie na plażę, otwieramy kokosy, nurkujemy, łapiemy ryby na włócznię prawie każdego dnia. Jesteśmy bardzo blisko natury. Taki styl życia jest bardzo prosty, nieskalany. Jako rodzina, jak już wcześniej powiedziałem, mamy bardzo mocną więź. Wieczorami ustawiamy naszą łódź na autopilota, siadamy wspólnie, oglądamy gwiazdy i rozmawiamy całymi godzinami. Nasze dzieci dorastają szybciej, ich charaktery będą mocniejsze i wcześniej odkryją czego chcą.

Jako Austriacy mamy to szczęście, że nie musimy posyłać naszych dzieci do szkoły, tzn. edukacja jest obowiązkowa, ale to rodzice mogą uczyć dzieci. W teorii dziecko powinno zdać raz na rok egzamin, ale z racji tego, że jesteśmy na końcu świata i nie chcemy wracać każdego roku do Austrii, zgodzili się na to, że dzieci dopiero po powrocie będą miały jeden egzamin, dzięki któremu będą mogli ustalić na jakim poziomie są dzieci i do której klasy je posłać.

Co jeszcze warto powiedzieć, to to, że Keano, który ma w tej chwili 7,5 roku jest w “drugiej klasie”, a Momo, która skończyła 6 lat jest uczona tego samego co on. Jest między nimi tylko 1,5 roku różnicy. Normalnie byłaby jeszcze w przedszkolu, ale jest teraz na poziomie drugiej klasy szkoły podstawowej.

K: Z pewnością jest to bardzo trudne, żeby zorganizować taką podróż. To nie jest w zasadzie podróż, to sposób na życie. Ile czasu zajęło wam przygotowanie się do tej przygody?

Flo: Moim zdaniem najważniejsze jest marzenie. Razem z żoną mieliśmy to wspólne marzenie i dzięki temu wszystko jest łatwiejsze. Inna sprawa, to to, że byliśmy już na podobnej wyprawie i wiedzieliśmy jak to jest żyć na łodzi, jak ogarniać sprawy logistyczne i organizacyjne.

Dla nas przygotowania rozpoczęły się rok przed rozpoczęciem wyprawy. Przez pół roku szukaliśmy odpowiedniej łodzi. W końcu znaleźliśmy jedną łódź w Trynidadzie. Poleciałem tam żeby ją kupić. Później poleciałem tam jeszcze raz parę miesięcy póżniej, żeby przygotować ją wstępnie dla rodziny. Po tym jak już wszyscy przylecieliśmy do Trynidadu i tak zeszło nam trzy miesiące zanim przygotowaliśmy łódź na to, żeby móc na niej wieść niezależne życie.

Mamy kilka kanałów komunikacji ze światem: radio VHF krótkiego zasięgu, oczywiście telefony komórkowe jeśli tylko jest zasięg i telefon satelitarny.

Wszystkimi sprawami organizacyjnymi zajmujemy się tylko w dwójkę z żoną. Ale głównie to ja, żona odpowiada za edukację dzieci i gotowanie. Jeśli jednak potrzebujemy wsparcia z zewnątrz, korzystamy np. z telefonu satelitarnego, żeby dowiedzieć się jaka jest szczegółowa prognoza pogody. Dzwonię do znajomego, mówię mu gdzie jestem i proszę, żeby sprawdził, czy bezpiecznie będzie płynąć planowaną trasą.

1 wskazówka dla podróżujących rodzin

Jeśli ktoś chciałby wyruszyć w podróż podobną do naszej, to najlepsza rada jaką mogę dać, to, żeby siąść razem i ustalić wspólny plan, zdefiniować wspólne marzenie. Kiedy za plane stoi marzenie, to cała strona organizacyjna sprowadza się do odhaczania kolejnych punktów z listy.

Nie ważne czy chcesz pływać całą rodziną, mieszkać w kamperze lub po prostu podróżować z plecakiem, po prostu odkryj w sobie marzenie i niech twoja determinacja do jego realizacji cię prowadzi :).

Biznesowa strona snowboardu

K: Ile lat już jeździsz na desce w ogóle, a ile lat zawodowo?

Flo: Zacząłem w wieku 10 lat na mojej ukochanej, rodzimej górze Nordkette zaraz nad Innsbruckiem. Na desc jeżdżę już 31 lat, z czego 17 lat zawodowo. Kocham swoją pracę i to jest powód dla którego robię to tak długo. Bo wielu innych zawodowych riderów przychodzi i odchodzi, a dla mnie to zawsze było marzenie odkąd byłem dzieckiem. Kiedy udało się zostać zawodowcem, chciałem to ciągnąć tak długo jak to tylko możliwe.

K: Czy uważasz, że złote czasy snowboardingu już minęły?

Flo: Wszystko na Ziemi ma swój cykl, również sporty i biznesy. Był czas, kiedy bardzo inwestowano w snowboarding i sport ten rósł coraz bardziej. Rosnący rynek przyciągał nowych inwestorów i dużo pieniędzy. I te czasy rzeczywiście już się skończyły.

Snowboard jest jednak tak wspaniałym i pięknym sportem. Jestem również przewodnikiem i nauczycielem snowboardu, uczyłem wielu instruktorów, widziałem mnóstwo, młodych, pełnych pasji ludzi, chcących się rozwijać w tym kierunku, którzy później sami zostawali instruktorami lub wchodzili na ścieżkę współzawodnictwa – jestem pewny, że ten piękny sport zostanie z nami na zawsze.

K: Które lata uważasz za najlepsze dla snowboardu?

Flo: Dla mnie najbardziej ekscytujące były lata zaraz po 2000. Jako 24-letni początkujący pro-rider miałem możliwość wyjazdów na Alaskę – co udawało się przez 5 lat z rzędu. Jako jeden z pierwszych Europejczyków nagrywałem z ekipą ekstremalne zjazdy przy pomocy pierwszych kamer sportowych – to było ok. 10 lat zanim GoPro weszło na rynek.

W latach 2000-2005 scena freeridowa była bardzo mała. Nie było Freeride World Tour, w Europie było tylko około 20 zawodowych freeriderów, którzy spotykali się kilka razy do roku na eventach typu Verbier Extreme oraz na wspólne kręcenie filmów.

K: Powiedziałeś, że wszystko ma swój cykl życia. Czy w trakcie tych najlepszych lat snowboardingu coś poszło nie tak, że stracił on na popularności? Masz jakieś przemyślenia na ten temat?

Flo: Obecnie nisza snowboardowa nie chce już więcej rosnąć. Powód jest prosty. Marketingowi guru na całym świecie dobrze wiedzą, że najbardziej podatne na reklamę są dzieciaki. Wiedzą, że łatwiej jest przekonać nastolatków, że warto co sezon mieć nową deskę, nowe gogle niż 40-letniego ojca, który jest szczęśliwym posiadaczem tego samego sprzętu przez 10 lat.

W związku z tym cały główny nurt współczesnego snowboardingu kręci się wkoło coraz młodszej społeczności. Moją rolą oraz innych freeriderów jak Xavier De Le Rue, czy Jeremy Jones jest pokazywanie, że snowboarding może być radością na całe życie. Teraz to powoli się zmienia, ludzie uświadamiają sobie, że nawet w wieku 40-tu, 50-ciu lat mogą mieć świetny czas na desce. I że nie muszą się czuć, że próbują być “cool” albo udawać młodych, tylko robią to z czystej pasji.

K: To jest właśnie duża część mojej działalności – promowanie snowboardingu. Co możemy zrobić, żeby to robić lepiej?

Flo: Jeśli miałeś na tyle szczęścia w życiu – z tego co widzę ty miałeś – żeby doświadczyć piękna tego sportu i pokochać snowboarding, dochodzisz do momentu w życiu, w którym powinienieś tę miłość przekazać dalej. Czy poprzez uczenie swoich dzieci, czy innych ludzi. Promować poprzez inspirowanie, aby ludzie chcieli podążać twoją ścieżką. I jeśli dobrze robisz swoją robotę, to kolejne pokolenia będą pokochają ten sport równie mocno co my.

Nagrania video z rozmowy i “sekretna” miejscówka

Zapraszam do obejrzenia zarejestrowanego materiału video z rozmowy z Flo. Bonusowo w poniższym materiale Flo zdradza gdzie jest najmniej turystyczny, ale za to bardzo łatwo dostępny teren freeridowy w Tyrolu.