Masz jaja dać zająca? Oda antysłodyczowa.

Autor: 27 kwietnia, 2017Życie.praca
zając z czekolady

Czy u was też jest taka tradycja, że na święta Wielkanocne daje się “zające”? Dzieci dostają furmankę słodyczy najczęściej pod postacią czekoladowych zajęcy. A te stoją potem miesiącami na półkach. Na jesieni wrzuca się je do piekarnika, żeby zrobił się z nich brownie, czyli jedyna zjadliwa forma czekoladowego zająca.

Wskazówka a propos browniego: trzeba pamiętać o dodaniu pół kilo włoskich żeby zabić smak oleju palmowego.

Chciałbym stłumić tę “tradycję dawania zajęcy” i generalnie nawyk dawania słodyczy przy byle okazji. Przynajmniej w moim domu. Słodycze tylko w weekendy i broń Boże nie jako nagroda ani prezent. Tylko urozmaicenie. Smaczek. Od czasu do czasu. Nie za często i nie za dużo.

Może być ciężko.

Moja mała Zuzia już od drugiego roku życia jest uzależniona od słodyczy.

Jak my wszyscy.

Biedne czekoladowe zające są tutaj Bogu ducha winne. Choć pożerane to nie one są ofiarami.

Wyjątek w przyrodzie jest to niesłychany. Ten kto pożera jest ofiarą.

A ten kto daje słodycze jest winowajcą.

Urodzinki, imieninki, to zawsze jakaś czekoladka do kawki. Żeby się odstresować torcik. A w nagrodę lodzik.

To wszystko to …

Chłam.

Na co dzień o tym nie myślę. Pożeram tony cukry. Nie wiem jakim cudem mam taką zgrabną sylwetkę – tu powinna być teraz focia robiona sobie w lustrze 😉

Ale hipokryta… zjadłem dopiero co snikersa. Hehe to była moja mała inspiracja do tego tekstu.

Co z tego, że snikers daje energię. Można przecież zjeść coś zdrowego.

Np. kaszę mannę.

I wstrzymać wymioty.

Hmm, jakby tu wyeliminować słodycze z mojego życia. Od czego by tu zacząć.

Zacznę od eksterminacji czekoladowych zajęcy i pójdę zrobić browniego.

A browniego zaniosę do pracy.

Buahaha :->

A zając na to, co kic to kloc.