Moje marzenie to szczyt hipokryzji

Autor: 11 sierpnia, 201515 stycznia, 2018Snowboard, Życie.praca
szczyt hipokryzji

Każdemu z nas zdarza się od czasu do czasu odmówić sobie przyjemności. Niektórzy mają nawet postanowienia typu “słodycze tylko w weekend”, albo “mięso tylko nie w piątek”, a Ci co najzatwardzialej pracują nad sobą to nawet i poszczą przez 40 dni. No ok, wiemy, że dziś sobie czegoś odmawiamy, ale jutro wracamy do rutyny i hulaj dusza piekła nie ma. Tym bardziej, że zasłużyliśmy. W końcu ciężko pracowaliśmy nad charakterem i siłą woli. A co byście powiedzieli, że zrzekamy się czegoś na zawsze. Tak jak księża zrzekają się wiecie czego wstępując do zakonu.To już nie jest tylko wystawienie się na próbę w celu dorobienia się lepszej wersji siebie. To już jest wieczna walka, pogodzenie się z rzeczywistością inną niż ta którą byśmy sobie wymarzyli. Taka rezygnacja może służyć świetnie za akt manifestacji szczególnie jeśli jest się osobą znaną, publiczną, wtedy takie działanie może mieć bardzo pozytywny skutek. Może to stać się źródłem inspiracji dla wielu osób. Oczywiście pod warunkiem, że autor bohaterskiej decyzji trwa nieustannie w postanowieniu… “powieki” . Moim zdaniem jest to potężne narzędzie. I nie chodzi tu tylko o ćwiczenie siły woli. Tu chodzi o zmienianie świata na lepsze. Mam nadzieję, że tym tekstem zasieję w wielu głowach różne, ciekawe pomysły.

Dlaczego w ogóle o tym piszę i jaki ma to związek z motywem przewodnim bloga? Już wyjaśniam. Jednym z moich marzeń jest tygodniowy wypad na Alaskę i uprawianie heliboardingu, czyli zjeżdżania na snowboardzie ze szczytów, na które dostajesz się przy użyciu helikoptera. Jak się okazuje jest to totalnie pod włos kilku rzeczom, które są dla mnie ważne. Otóż ważne jest dla mnie m.in. to abyśmy my i kolejne pokolenia żyli w zdatnym do życia świecie. Świecie, w którym poziom smogu utrzymuje się na poziomie umożliwiającym wychodzenie z domu. Świecie, w którym nie podtruwamy się nawzajem. Z takiej perspektywy moja chęć eksploracji Alaski jest złem w czystej postaci. Złem na wyciągnięcie ręki i kuszącym niemiłosiernie.   …minuta ciszy na uporanie się z kacem moralnym…..

 

 

Helikopter spala 200 litrów paliwa w ciągu godziny!

 

Przekalkulowałem sobie, że w ciągu tygodnia przy korzystaniu z helikoptera tylko jedną godzinę dziennie mój wkład w dewastację środowiska byłby równy 1400 litrom paliwa wyrzuconym prosto w atmosferę. To wynika z faktu, że helikoptery są jednymi z najbardziej trujących środków transportu. Palą średnio 200 litrów paliwa w ciągu godziny lotu. Hmm, to tyle paliwa ile potrzebowałbym żeby dojechać swoim samochodem do Portugalii i jeszcze by zostało na objeżdżenie kraju. Na tle np. Boeinga wiozącego 300 osób helikopter również wypada słabo. Obliczyłem, że spalanie na jedną osobę wynosi wówczas nie więcej niż 20 litrów na godzinę. Powyższe obliczenia bazują na danych pochodzących z różnych internetowych źródeł i są mocno uśrednione w celu łatwej kalkulacji. Chodziło mi tylko o oddanie skali poprzez porównanie tych trzech typów transportu. Efekt widzisz poniżej.

[skillwrapper type=”gage”] [skill percent=”40″ title=”Helikopter” bar_foreground=”#f00″ bar_background=”#eee”] [skill percent=”2″ title=”Auto” bar_foreground=”#333″ bar_background=”#ddd”] [skill percent=”20″ title=”Boeing” bar_foreground=”#333″ bar_background=”#ddd”] [/skillwrapper]

Spaliny wyrzucane w atmosferę w ciągu jednej godziny na pasażera

 

Wykres bazuje na danych z poniższej tabeli. Zakładam sobie, że 100% = 100 spalonych litrów paliwa.

Typ transportu
Ilość pasażerów
Litrów / godzinę
Helikopter
5200
Auto48
Boeing
3006000

 

Niestety muszę się nazwać hipokrytą:(. Z jednej strony martwię się o naszą matkę Ziemię i nie mogę patrzeć na krakowskie dymiące kominy, na sterty produkowanych śmieci i śmierdzące samochody stojące w korku, bo dostaję odruchów wymiotnych. Z drugiej strony sam jestem taką małą toksyczną mróweczką, która ma swój wkład w cały ten syf. Mały, bo mały ale przecież milion mróweczek już robi różnice. Paradoksalnie, spełniając swoje marzenie o heliboardingu przyczyniam się do tego z czym chciałbym walczyć.

Teraz pewnie Ci co przeczytali pierwszy akapit myślą sobie, że pewnie zaraz publicznie zrezygnuję z tego marzenia w imię wyższej ekoideologii. Jednak nie. Nadal pozostaję przy swoim i chciałbym spełnić to marzenie. Może wydawać się to trochę głupie po tym co napisałem. Jednak zrzekanie się tego w tym momencie miałoby zbyt mały impakt. Co prawda półtora tysiąca spalin mniej poszłoby w atmosferę, ale na razie nie chcę niczego się zrzekać. Zdecydowanie więcej mógłbym osiągnąć jeśli byłbym blogerem mającym milion czytelników. Pomyślcie ile osób mogłoby wtedy zostać zainspirowanych. Także z rezygnacją z marzeń poczekam na lepsze statsy. Do tego czasu wszystkie się mogą spełnić.

 

Pozdrawiamy
7HILLZ.