Nie przesadzaj…

By Kwiecień 22, 2019 De-stress
nie przesadzaj

Wpadłeś kiedyś w pułapkę pracoholizmu? Przetrenowałeś na siłce? Uczyłeś się tak dużo, że aż twój mózg ropuścił się jak guma do żucia, którą za długo trzymałeś w ustach? Przesadziłeś stary…

Z angielskiego “overdo”

Gary Vee ciągle powtarza: aby osiągnąć sukces musisz zapierdzielać – z ang. “to hustle”. Nie znajomości, nie spadek, nie lotto – musisz zapierdzielać.

Zgadzam się, ale nie bierz tego zbyt dosłownie, to tylko część historii i do tego wyrwana z kontekstu. Ty i ja i Gary również, mamy swoją granicę skupienia uwagi, po przekroczeniu której, stajemy się mało produktywni.

Kiedy stajesz się mało produktywny, a jednak nadal pracujesz/uczysz się/trenujesz…. to przesadzasz. Po angielsku “overdo” – choć to nie jest tłumaczenie 1 do 1. To słowo jest podobne to “overdose”, czyli przedawkować. I BARDZO DOBRZE, że ma negatywne skojarzenie. Co za dużo, to nie zdrowo.

Jeśli masz, tak jak ja, tendecję do “overdo”, to przesrane. Nie idźmy tędy, ja już się na to leczę.

2 godziny precyzyjnego skupienia

Ja mam tylko 2 godziny na dzień – przed południem – podczas których jestem kreatywny i mega produktywny. Po południu, dam jeszcze radę, przez kolejne 2 godziny, wykonać jakieś bardziej skomplikowane, ale już rutynowe czynności. Resztę dnia mogę poświęcić najwyżej na gotowanie, sprzątanie, chodzenie siku i picie kawy.

W korpo też tak miałem. A co najciekawsze, efekty mojej pracy były często większe, niż tych co zapierdzielali w skupieniu przukuci do fotela jakby byli wpięci w dyby.

Jest jeszcze coś takiego jak złapanie flow i wtedy praca gna do przodu przez wiele godzin, nawet w nocy. Ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę kilku godzin, w czasie których jesteś efektywny i kreatywny.

Co pożyczasz, musisz oddać

Jeśli przekroczę swoją granicę i pocisnę tak kilkanaście godzin konkretnej pracy, to już pozamiatane. Da się tak jeden, może nawet kilka dni. Ale potem muszę to “oddać”. Gdy organizm upomni się o swoje nie będę miał produktywnego czasu przez kilka dni w ogóle.

Trenowanie, uczenie się i ćwiczenie nowych umiejętności

Trenowanie, uczenie się i ćwiczenie nowych umiejętności mają bardzo dużo wspólnego.

powtórzenia, powtórzenia, … ,powtórzenia.

Aby zrobić progres, daną czynność musisz powtarzać – nie ważne, czy trenujesz na siłce, uczysz się hiszpańskiego, czy ćwiczysz grę na pianinie.

Powtarzać, ale z głową. Samo powtarzanie to miecz obosieczny. Może się przyczynić to tego, że wyćwiczysz złe nawyki.

Nawiązując do poprzednich akapitów, powinieneś ćwiczyć/trenować/uczyć się w czasie swojej największej efektywności i jednocześnie wyjść ze strefy komfortu, pójść mały kroczek dalej, liznąć czegoś nowego. Wtedy twoja praca będzie miała konstruktywny przyrost.

Skąd wiedzieć, że powtarzasz dobrze?

Powtarzanie w zły sposób, to prosta droga z górki w kierunki klęski. Jeśli nie jesteś pewien, że coś robisz dobrze, to spytaj kogoś, kto już w jest w miejscu, do którego ty chcesz dojść. Weź lekcje, korki, zatrudnij trenera, niekoniecznie na stałe, co jakiś czas wystarczy.

Jak złapać balans pomiędzy konstruktywną pracą i odpoczynkiem od niej

Jak zwykle gadam ze swojego doświadczenia. Grałem przez kilkanaście lat na gitarze, programowałem przez kilkanaście lat i przez 10 trenuję snowboard. W żadnej z tych dziedzin nie jestem w najlepszy na świecie, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w każdej z nich doszedłem do poziomu bardzo dobrego amatora – choć wszystkie trzy uprawiałem zarobkowo.

Poznałem siebie i sposób w jaki mój organizm najefektywniej się uczy. Nie wiem, czy to będzie przydatne dla ciebie, ale jesli jesteś na etapie poszukiwań, to może warto spróbować.

“Mini przyrosty”

Każdego, ale to absolutnie każdego dnia, robię mini kroczek w kierunku, który mnie interesuje. Jeśli wiem co ćwiczę i że dobrze to robię, to wystarczy mi dosłownie 45 minut dziennie. I to max. Czasem nawet 15 minut, a czasem nawet wystarczy mi o tym porozmyślać (wizualizować).

Przykład:

Ćwiczę nowy trick na desce.

Próbuję. Nie wychodzi.

W pierwszej kolejności, trick rozkładam na mniejsze części, tak abym mógł ćwiczyć poszczególne ruchy.

Próbuję pierwszy ruch.

Jak nie wychodzi, to zastanawiam się co mógłbym zmienić, jaki błąd popełniam – chodzi o to, żebym nie robił dwa razy tego samego i nie tkwił w błędzie.

itd…

Ćwiczę w czasie moich dwóch godzin skupienia, nie dłużej.