Okres zaraz po studiach to taki czas, kiedy człowiek jest “free to go”. Mało zobowiązań, jeśli w ogóle jakieś. To czas w życiu najmniej obarczony ryzykiem. Można po prostu iść do pracy, można ruszyć w podróż, można spróbować zrealizować jakikolwiek pomysł. To najlepszy czas żeby wdrażać dewizę carpe diem.

Większość absolwentów nie ma jeszcze rodzin, kredytów na głowach. Nie musi zmieniać pieluch i na te pieluchy zarabiać. Można generalnie uprawiać nieokiełznany coachsurfing bez śpiwora i żadna osoba trzecia na tym nie ucierpi:)

To jest najlepszy czas na to, żeby spróbować żyć po swojemu.

Co najgorszego może się stać jeśli zaraz po studiach nie pójdziesz do pracy tylko zaczniesz realizować swoje marzenia i plany?

Dwa najgorsze scenariusze:

  • Nie zaoszczędzisz furmanki pieniędzy.
  • Nie kupisz upragnionych gadżetów.

Ale czekaj…

Nawet jeśli Twoje plany legną w gruzach. Nic nie wypali. To przecież każda nieudana próba to unikatowe doświadczenie.

Praca to nie zając. Poza tym jak ktoś naprawdę chce znaleźć robotę to niezależnie od wieku i doświadczenia pracę znajdzie.  To tylko kwestia czasu.

I właśnie taki powinien być Twój plan B.

Plan A natomiast powinien być taki:

Żyj po swojemu i rób to co kochasz.

Ja spróbowałem. Podjąłem ryzyko.

Duuuże ryzyko.

Zaraz po studiach zdecydowałem czym będę się zajmował. Wybrałem muzykę ponad informatykę.

Wyjechałem w pizdu do Amsterdamu (bez kasy) i przez 3 pełne lata po studiach zajmowałem się tylko i wyłącznie tym co kocham.

Jak żyć po swojemu

To był czas przyjmowania wielu kopnięć w dupę. Przyjąłem na klatę wszystkie możliwe porażki. Ale i tak był to jeden z najfajniejszych okresów w życiu. Większość z moich planów i pomysłów nie wypaliło. Tak naprawdę wypalił tylko jeden pomysł. Okazuje się, że jeden mały sukces wystarczy żeby poczuć, że warto. Żyć po swojemu.

W ciągu tych trzech lat w Amsterdamie nauczyłem się więcej użytecznych rzeczy niż podczas inżynierki na Politechnice Warszawskiej. A podobno to studia powinny przygotować do życia.

Rankingi i statystyki nie kłamią. Moja ex-uczelnia to inkubator specjalistów, dyrektorów i CEO’s. Czyli ludzi którzy zarabiają niezłą kasę zapierdalając min. 40 godzin w tygodniu.

Nic w tym złego, świetny model życia.

Ale czy najlepszy?

Czy wymyślili go najmądrzejsi tego świata?

Wątpię.

Czy jest to jedyny model życia?

Nie kurwna, ale to trochę trudno sobie wyobrazić. W świecie pełnym schematów, łatwo w schemat wpaść. Nie jest też łatwe wyjrzeć poza schemat i zobaczyć inne możliwości.

A innych możliwości jest nieskończenie wiele.

Każdy chce żyć po swojemu, ale nie każdy próbuje.

Nie każdy zdaje sobie sprawę, że żyje życiem z góry narzuconym. Życiem, którego scenariusz został napisany przez kogoś innego, do tego w innych czasach. A ten ktoś niekoniecznie wiedział co dla nas jest najlepsze.

Ja wybieram życie według własnego scenariusza. Jak się nie będzie udawać to najwyżej przeżyję je próbując.

Płenta jest taka. Jeśli kończysz studia to znaczy, że w końcu po dwudziestuparu latach masz szanse wyrwać się z masowego schematu. Wykorzystaj ten najlepszy moment w życiu pozbawiony praktycznie ryzyka. Jeśli jesteś w moim wieku tj. >30 i masz rodzinę i kupę innych zależności – to i tak próbuj żyć po swojemu. A jeśli nie wiesz od czego zacząć to napisz mi maila.

 email żyj po swojemuPa,

K.D.

carpe diem

Dzięki 🙂