O tym, że klasyczny WLB to mit

Autor: 11 lutego, 2017Życie.praca
współczesny wlb
Taka luźna myśl o tym jak wygląda WLB (work-life balance) we współczesnym świecie.

Zacznę od przykładu. Weźmy jedną z moich ulubionych profesji. Piekarz. Jak byłem mały chciałem nim zostać. Wypiekać bułeczki i obgryzać dupki.

Piekarz pierwszy

Kocha swoją pracę. Uwielbia kiedy rankiem do jego piekarni przychodzą ludzie i błogo zaciągają się zapachem świeżego pieczywa. Wita ich uśmiechem. Wydaje mu się, że słyszy jak burczy im w brzuchach.

Piekarz drugi

3:00 dzwonik budzi. Tzn. dzwoni budzik. Trzeba wstać i biec żeby odpalić ten cholerny piec. Dzień świstaka, znów to samo. I jutro kurwa znów to samo, i pojutrze k…

Obaj pracują nie więcej niż 8 godzin dziennie. Jeżdżą co roku na wakacje na Mazury. Teoretycznie jeden i drugi mają całkiem niezły WLB.

Teoretycznie.

Pierwszy jest bez dwóch zdań szczęśliwy. Drugi niestety nie. Nie wiemy jacy są w swoich domach. Być może pierwszy leje żonę i pije, a drugi prowadzi kwitnące życie rodzinne. Przyjmijmy, że właśnie tak jest.

Piekarz 1

szczęśliwy w pracy, w domu pijak i  damski bokser.

Piekarz 2:

upodlony w pracy, w domu kochający mąż i ojciec.

No więc ci dwaj, a także każdy z nas ma dwie sfery życia. Pracę i czas prywatny. Mamy też różne role, które w tych sferach przyjmujemy.

Pomimo tego, że nasi piekarze świetnie rozdzielają pracę od życia prywatnego to niestety ich życie jest pełne konfliktów. Są dalecy od życia w harmonii i równowadze.

Więc co to za bzdura ten cholerny WLB?

Chyba jeszcze nie do końca to czuję, albo jest to korporacyjny bełkot. Tylko po to, żeby firmy mogły się chwalić, że ich pracownicy mają świetny work-life balance. Może. Nie ważne. Nas to w tej chwili nie interesuje.

Moim zdaniem powinniśmy trochę przedefiniować WLB i dostosować je do swoich potrzeb. Tym bardziej, że …

życie prywatne coraz bardziej się zlewa z życiem zawodowym

Poczta na smartfonie

Wystarczy jeden dżingiel z inboxa żeby w trakcie wymarzonego urlopu znaleźć się w pracy. Przekleństwo? Czy po prostu współczesny styl pracy, który wypada zaakceptować?

Zawsze myślałem, że WLB (work-life balance) polega na zbudowaniu sobie odskoczni od pracy, unikaniu nadgodzin i jeżdżeniu regularnie na wakacje. Być może kiedyś to się sprawdzało. Jednak w dobie internetu i komórek sprawa się troszkę skomplikowała.

Praca-dom.

Dom-praca.

Wszystko się wymieszało. Pracujemy w domu, a w pracy drukujemy bilety na wakacje.

Nie ma czegoś takiego jak równowaga praca-życie, gdzie praca i życie prywatne to dwie odrębne sfery. One współistnieją w symbiozie. Codziennie się ze sobą przeplatają.

Praca i życie prywatne są w symbiozie. W dzisiejszych czasach bardzo często niemożliwe jest ich rozdzielenie.

Podsumowując

Ustaliliśmy do tej pory, że:

  • nasze życie dzieli się na dwie sfery: sferę pracy i sferę prywatną
  • przyjmujemy różne role w tych sferach
  • rozdzielenie pracy od życia prywatnego nie gwarantuje równowagi i harmonii (przykład piekarzy – patrz początek wpisu)
  • współcześnie te dwie sfery przeplatają się
  • rozdzielanie ich tym bardziej nie ma sensu

Ten temat jest dla mnie świeży. Nie jestem specjalistą od WLB, ani psychologiem. Interesuje się tym ponieważ sam ciągle poszukuję i dążę do harmonii w swoim życiu.

Póki co wyciągnąłem takie wnioski:

Jeżeli z którąś z naszych ról nie utożsamiamy się to wtedy mam konflikt ( patrz praca piekarza 2).

Np. dla kogoś, kto ma pracę, która nie jest spełnieniem marzeń, z którą się nie identyfikuje, od której ucieka… złączenie pracy z życiem prywatnym to jest przekleństwo.

To samo jeśli ktoś się nie czuje się dobrze w roli rodzica. Ma wtedy wewnętrzny rozjazd i szlag trafił całą harmonię, ład i porządek.

Współczesny WLB. Nie ważne ile pracujesz. Nie ważne ile masz dni urlopu. Nie ważne ile czasu spędzasz z rodziną. Ważne jest żeby być w zgodzie z samym sobą i identyfikować się ze wszystkimi rolami, które przyjmujemy w życiu…

i je lubić.

i lubić samego siebie w tych rolach.

Work-life balance powinien być szyty na miarę. Każdy ma inne potrzeby. Nie ma na niego receptury.

Ja nad swoim cały czas pracuję. Metodą prób i błędów odkrywam swoje różne, prawdziwe “ja”.

Pozdrawiam,
Krzysiek