Medytowałem codziennie przez 12 miesięcy – i co się stało?

Autor: Październik 7, 2019 Życie.praca
medytacja

Od 12 miesięcy robię to z uporem maniaka, dosłownie codziennie (przeczytajcie ten tekst przynajmniej do „ja pierd…”). Regularnie medytuję. Poniżej dzielę się swoim doświadczeniem z ostatniego roku codziennej praktyki – wbrew pozorom bardzo intensywnym doświadczeniem.

Czy warto było? Czy warto przeznaczać na to czas? Czy są jakieś efekty?

Robię to codziennie przed spaniem

20-30 minut. Odpuszczam bardzo rzadko, w wyjątkowych przypadkach.

Najprzyjemniejszy był trzeci kwartał, w okolicach 30 minuty przychodził błogostan. Odczuwałem rozluźnienie w okolicach barków, szyi i klatki piersiowej, które pozostawały na całą noc. Zaowocowało to początkowo tym, że wiele nocy w tym roku miałem dobrze przespanych.

Niby nic takiego, ale dla mnie to przełom. Od ponad piętnastu lat mam płytki sen i chroniczne zmęczenie, nie mówiąc już o ciągłym napięciu, które wyniosłem z domu i brak poczucia bezpieczeństwa. Różne rodzaje stresu porobiły swoje, okazuje się, że można te stresy rozpuścić.

Wszyscy pracujemy nad podniesieniem jakości życia.

Wiele osób utożsamia ten proces z zarabianiem większej ilości pieniędzy. Owszem pieniądze mogą być trampoliną, ale mogą też dać odwrotny skutek i stworzyć więcej problemów niż pożytku. Nie wiedziałem, że można podnieść sobie jakość życia za darmo, praktycznie zerowym wysiłkiem.

Te kilka wysokiej jakości dni i przespanych nocy to światełko w tunelu i początek drogi.

Ale jest jeszcze coś, co mnie motywuje, żeby medytować codziennie do późnej starości.

Dwunasty miesiąc.

Stało się coś co uważałem za niemożliwe. Od urodzenia – przynajmniej odkąd pamiętam – oddycham tylko ustami. Już jako dziecko czułem dziwne “przelewanie się” w nosie pomiędzy dziurkami, dostawałem jakieś antyalergeny, dostałem skierowanie na prostowanie przegrody, której wtedy nie zrobiłem.

Okropna męczarnia, ale jakoś się przyzwyczaiłem i pogodziłem z tym faktem.

Po trzydziestce zdecydowałem się na prostowanie przegrody, bo pojawiła się nowa, mało inwazyjna metoda – septoplastyka. No i lepiej. O powiedzmy 60% w ciągu dnia, ale jak tylko się kładłem nos się blokował.

Laryngolog powiedział, że już się nic nie da z tym zrobić, naczynia krwionośne są po prostu nabrzmiałe, taka natura.

Wrzesień 2019

Pierwszy raz w życiu – bo nie pamiętam, żebym tego wcześniej doświadczył – budzę się rano, nadal leżąc w łóżku uświadamiam sobie, że ja kurde oddycham przez nos.

Myślę sobie:  “ja pierdolę”

Ula wtedy: „Co?”

Okazało się, że powiedziałem to na głos;p.

Naczynia odpuściły? Z jakiego powodu? Nic się ostatnio w moim życiu nie zmieniło oprócz tego, że zacząłem medytować. Może to nie ma sensu, ale ja czuję właśnie, że to dzięki tej praktyce.

Co o tym myślisz? Masz jakieś doświadczenia z medytacją? Jestem niezmiernie ciekaw twojej historii.

Udostępnij lub wyślij ten wpis komuś kto potrzebuje podnieść jakość swojego życia (ikona udostępniania jest u góry pod tytułem wpisu).