Po trupach do celu, czyli co ma włoskie country do snowboardu

Autor: Październik 31, 2019 Listopad 2nd, 2019 Życie.praca

Dzięki temu, że zacząłem prowadzić snowboardowego bloga i z zawziętością maniaka tworzę regularnie, piszę i od roku nagrywam na youtube, dostałem propozycję współpracy barterowej od włoskiego zespołu country. Zgadza się, absurd na pierwszy rzut oka, ale nie do końca.

Ochłońmy,

zróbmy sobie przerwę, napijmy się kawusi i spójrzmy na wszystko ze świeżej perspektywy.

Dziewczyny z zespołu “Wild ladies” zobaczyły kilka moich filmików z Dolomitów i poprosiły mnie żebym nagrał im teledysk. W zamian zaproponowały całej mojej rodzince 4-dniowy pobyt w B&B niedaleko Wenecji.

Zgodziłem się oczywiście – pomyślałem, że będzie to fajne doświadczenie.

I było. Właśnie wróciliśmy z Włoch, było super.

Jeśli już rozglądaliście się po blogu to pewnie poznaliście motto, które tu i ówdzie się przewija – “Otwartość na zmianę i ludzi powoduje, że przydarzają nam się niespodziewane, pozytywne historie”. Ta mini-przygoda to fajny przykład na to.

Ostatnio skupiłem się mocno na youtube. Wspomniałem nawet coś o komercyjnym robieniu filmów. Czy to oznacza, że zmieniam kierunek?

Nie. Jestem cały czas mocno zdeterminowany, żeby ciągnąć snowboardowy projekt. Chociaż – nie będę ukrywał – że w miarę jak poznaję coraz lepiej branżę sportów zimowych, to cel, który jest na końcu drogi zmienia się. Na dzień dzisiejszy podejrzewam, że robienie filmów (nie mówię teraz o snowboardowym youtube, tylko w ogóle) może mi pomóc ten cel osiągnąć. Filmowanie to łatwiejsza branża niż sporty zimowe. W Austrii popyt na filmy jest większy niż podaż, firmy produkcyjne nie wyrabiają i ceny są windowane.

Co jakiś czas robię retrospekcję i weryfikuję swoje plany. Zadaję sobie pytanie, czy cel, który jest na końcu drogi jest tym na czym naprawdę mi zależy i czy droga, która do niego prowadzi jest spójna ze stylem życia, który chcę prowadzić. W miarę realizowania celu i w miarę zdobywania coraz większej ilości informacji o branży, o sobie samym i uwzględniając potrzeby osób bliskich, nawiguję, dostrajam i pozostaję otwarty na zmianę.

Czy cel uświęca środki?

Nigdy.

Jestem za tym, żeby walczyć o swoje, ale nie “po trupach, do celu”.  No chyba, że to takie małe “trupki”, np. jakieś wyrzeczenia. Walka o swoje to praca nad sobą, adaptowanie się do sytuacji, a nie sytuacji do siebie.

Strasznego Halloween życzę :).