“Poza trasą” Rafała Urbanelisa – recenzja książki

Autor: 28 maja, 2019Hobby2b
poza trasą książka urbanelisa

“Poza trasą” to książka napisana przez Rafała Urbanelisa, doświadczonego narciarza-freerider’a. Rafał opowiada w niej o swoich narciarskich wyprawach w odległe zakątki czterech kontynentów.

Rok temu trafiłem na bloga Rafała – nakreche.com – i na zajawkę książki “Poza trasą”. Z racji tego, że w Polsce działających blogów o sportach zimowych jest mniej niż palców u jednej ręki, zdecydowałem się na zakup. Z czystej ciekawości.

Recenzja książki “Poza trasą”

Bohaterem książki jest oczywiście Rafał. Jednak jego rola jest drugoplanowa. Na pierwszy plan zostały wysunięte ciekawe osobowości, napotkane przez Rafałą w poszczególnych lokacjach. Każda lokacja to jeden rozdział oraz inna postać grająca pierwszoplanową rolę.

Pomysł bardzo oryginalny.

Dużo fajniej się to czyta, niż np. opisy tras, przyrody, warunków…

…fajniej niż coś co potencjalnie byłoby interesujące dla amatorów narciarstwa pozatrasowego.

Podejrzewam, że ktoś kto nie ma nic wspólnego ze sportami zimowymi, czy nawet górami, będzie dobrze się bawił przy tej książce. A już na pewno zostanie zainspirowany, żeby sportów zimowych spróbować. Dzięki tak bogatej palecie różnych bohaterów i egzotycznych miejsc, każdy rozdział jest inny i nie jest trudno łyknąć tę książkę na raz. Zaciekawienie czytelnika, rośnie w miarę czytania.

Książka rozpaliła we mnie ochotę, żeby samemu gdzieś pojechać. Nawet nie na zjeżdżanie, po prostu, znów gdzieś ruszyć przed siebie, poznać ciekawych ludzi, przeżyć przygody, które potem pamięta się do końca życia.

Rafał ma specyficzny styl pisania, bezpośredni, dość potoczny. Choć lubię proste formy wyrażania się i sam staram się je używać, to styl Rafała nie do końca przypadł mi do gustu. Ale wiesz co, to w ogóle nie ma znaczenia. Najważniejsze dla mnie było to, że dostałem zastrzyk emocji i inspiracji. A do tego udało mi się wyłączyć “tu i teraz” i zakręcić się w marzeniach dookoła świata.

Rafał Urbanelis o blogowaniu o narciarstwie pozatrasowym

Wymieniłem z Rafałem kilka maili. Oto co Rafał opowiedział mi o swojej przygodzie z blogowaniem na temat narciarstwa pozatrasowego.

Rafał: “Blog zaczął się od pisania tylko dla znajomych, kiedy wyjeżdżałem na narty w egzotyczne lokalizacje. Szybko jednak zdobył jakąś popularność. Czasem jest tak, że wena mi “siada” i wtedy piszę rzadziej – nie traktuję blogowania jako zawodu.

Współpracowałem z wieloma markami: Skoda, Gillette, Tchibo, Uvex, ING – to te największe. To jest też trochę tak, że całość akcji wkoło bloga jest jak jedno wielkie koło zamachowe: jedna aktywność napędza inne.

Dzięki sponsorom, blog stał się popularniejszy, a potem przez to zainteresowały się jakieś media. Z kolei dzięki mediom udało mi się znaleźć wydawcę na moją książkę, co przyniosło tantiemy i kolejne dochody i jeszcze więcej zainteresowania, sponsorów, i wizyt na blogu. I tak dalej.

Wydaje mi się, że mój blog jest niszowy, bo narciarstwo pozatrasowe w Polsce uprawia nie więcej niż parę tysięcy ludzi w Polsce. Myślę, że nie zdołałbym się utrzymać na sensowym poziomie wyłącznie z bloga. Narty i blogowanie to w moim przypadku zdecydowanie strata netto. Ale dzięki temu, że zarabiam na tym – jestem w stanie dotrzeć w te wszystkie rejony świata. Sponsor opłacił mi podróż np. do Japonii.

Bez wsparcia nie byłbym w stanie polecieć np. na Spitsbergen, Alaskę czy do Iranu, Chile i generalnie – w tak wiele miejsc, w których byłem – a jeździłem freeride na pięciu kontynentach, często w bardzo odludnych górach. Blog pozwala mi dotrzeć dalej i wyjeżdżać znacznie częściej.

Ale dzięki temu, że nie jest to moje źródło utrzymania, czuje się wolny. Piszę o czym chcę, piszę szczerze to, co uważam. Zdarza mi się pisać niepochlebnie o różnych markach, operatorach, górskich wydawcach, ubezpieczycielach. Wiem, że nigdy potem nie zaproponują mi współpracy. Ale nie przejmuje się tym, bo żyję z czegoś innego.

Nie muszę włazić im w tyłek, bo to nie moi klienci. To daje przy pisaniu komfort. Zdarzało mi się też odrzucić propozycję współpracy, bo uważałem, że jakiś produkt, czy usługa nie są dobre albo godne polecenia.”