Rowerem nad Morze Północne

Autor: 3 listopada, 201510 czerwca, 2016Życie.praca
Skąd? Z Amsterdamu. Dokąd? Do Zandvoort nad morze. Którędy? Przez Haarlem – miasteczko, po którym została nazwana jedna z najbardziej znanych dzielnic Nowego Jorku. Kontynuując holenderski wątek bloga, napiszę dziś o wycieczce rowerowej nad Morze Północne. Zacznę od historii tytułowego zdjęcia. W zasadzie jest to zdjęcie zdjęcia, które zrobiłem tzw. “głupolem”. Takim pradawnym na klisze. Zdjęcie przedstawia warsztat rowerowy na obrzeżach Haarlemu, w którym naprawiałem złapanego po drodze kapcia.

Wczesna wiosna 2007. Z kumplem ze studiów wybieramy się na rowery. A że pary w nogach dużo było to pojechaliśmy daleko. Na szczęście nie było pod górę. Z górki niestety też nie było, co nie ułatwiło zadania. Było płasko i cały czas po ścieżce rowerowej. Stan naszych rowerów był pod wielkim znakiem zapytania, ale to akurat nie stanowiło problemy. Dodawało to tylko dreszczyku emocji, bo nie wiedzieliśmy czy wrócimy. Startowaliśmy dokładnie z południowego Amsterdamu – z dzielnicy Bijlmer, okolice stadionu Ajax Arena. Pojechaliśmy najpierw do centrum miasta, a potem już długą nitką do samego Haarlemu na zachód od Amsterdamu. Właśnie takie miasteczka jak Haarlem polecam tym, którzy nie lubią masówki i pekińskiego tłoku. Jest ono bardzo sympatyczne i fajne do spacerowania.

 

 

Inne fajne miasteczka wolne od pekińskich tłumów

  • mój ukochany Utrecht🙂 – najważniejszy węzeł kolejowy w kraju
  • Leiden – najstarsze holenderskie miasto. Miejsce urodzenia Rembrandta
  • Amersfoort – z gotycką wieżą o nazwie Onze-Lieve-Vrouwetoren (co ozn. Najświętszej Marii Panny)
  • Delft – stolica fajansu i porcelany

 

 

Wracając do tematu, droga z Haarlemu nad morze, wiedzie przez jeden z parków narodowych Holandii – Nationaal Park Zuid-Kennemerland. Co w nim takiego nadzwyczajnego? Największą atrakcją w tym parku są wydmy. Tak, wydmy – takie z piasku. Na tle w większości płaskiego holenderskiego krajobrazu, uwierzcie mi robią wrażenie jakby się wjechało nagle w Alpy. Jak już dotarliśmy do Zandvoort nie mogło zabraknąć lodowatej kąpieli w rześkim niczym Bałtyk Morzu Północnym. Czy już wspomniałem, że była to Niedziela Wielkanocna? Antycypując Twoje pytanie: Nie. Nie było przeziębienia:) Aby dotrzeć do celu zrobiliśmy ok. 40km na rowerach-gratach. Z powrotem jednak już nam się nie chciało i próbowaliśmy przejechać pociągiem na gapę. Złapał nas konduktor i na jednej ze stacji kazał wysiąść i kupić bilet. My grzecznie przeprosiliśmy i wysiedliśmy. Zamiast pójść po bilet poczekaliśmy na kolejny pociąg by ponowić próbę:> W końcu się udało:)

 

 

Krzysiek