Jak nie spieprzyć pierwszego timelapsa

Autor: 9 kwietnia, 2017De-stress
film poklatkowy

Uczymy się na błędach. Taka już nasza natura. Najlepiej jeśli są to błędy innych. Oszczędzamy sobie wtedy sporo czasu i frustracji. Zanim zrobisz swoje pierwsze podejście do timelapsa przeczytaj ten wpis. W przeciwnym razie zniechęcisz się i będzie to Twój pierwszy i ostatni timelapse.

Film poklatkowy, z ang. timelapse – jest to film, złożony z serii zdjęć, które zostały zrobione sekwencyjnie, jedno po drugim w stałych odstępach czasu.

Czyli np. co 10 sekund pstrykamy zdjęcie.

Po godzinie będziemy mieli 360 zdjęć. Jeśli teraz odegramy je na komputerze dostatecznie szybko, tak aby uzyskać płynność zmieniających się klatek, będziemy mieli gotowego timelapsa.

Co oznacza płynność zmieniających się klatek?

Oznacza to tylko tyle, że nasze oczy nie będą w stanie wychwycić kiedy zmieniamy jedno zdjęcie na kolejne. Żeby sobie to zapewnić musimy wyświetlać około 25 zdjęć na sekundę.

Przykładowe lapsy wyglądają tak

Błąd, którego chcesz uniknąć

Przed moim pierwszym podejściem do uchwycenia timelapsa zgadałem się z kolegą z pracy. Kolega podchodził do tematu i krótko mówiąc dał ciała. Robił zdjęcia z palca. Niestety w domu nie udało mu się nic zmontować, bo zdjęcia nie były idealnie w tym samym kadrze.

Każde dotknięcie aparatu może troszkę zmienić kadr. Nawet jeśli zdjęcie nie wyjdzie poruszone to i tak kadr całej sekwencji zdjęć może być zaburzony.

Jak zarejestrować timelapsa?

Po pierwsze. Nie będziesz potrzebował statywu. Serio. Wystarczy, że położysz aparat na czymś stabilnym. Ja raz położyłem lustrzankę na plecaku i było ok. Jeśli jednak masz statyw to dla własnej wygody wykorzystaj go.

Najważniejsze jest to abyś zaopatrzył się w zdalny wyzwalacz.

To tak naprawdę jedyna wartościowa wskazówka jakiej potrzebujesz. Samo rejestrowanie filmu poklatkowego jest dziecinnie proste. Po prostu pstrykasz co 5 lub 10 sekund fotkę. A potem w domu łączysz je na komputerze.

Jednak do tego trzeba mieć niebiańską cierpliwość. Ja niestety nie mam. nie chce mi się stać przez godzinę albo dłużej ( krócej nie ma sensu, tak wynik z moich pierwszych podejść ), ze stoperem w ręku i równo co 10s pstrykać zdalnym wyzwalaczem.

Dla takich leniuchów jak ja wynaleziono interwałometr.

Pozwala on zaprogramować aparat, tak aby z automatu robił zdjęcia w równych odstępach czasu.

Genialne 🙂

Niektóre aparatu mają już taki wbudowany. Jeśli Twój nie ma to spokojnie można go dokupić.

Kamerka sportowa, której używam ma taki interwałometr. Jest to o tyle zajebiste, że ustawiasz ją raz klikasz, a ona pstryka tyle zdjęci ile potrzeba. A ja w tym czasie mogę iść się odlać, mogę robić drugiego timelapsa lustrzanką, albo po prostu nic nie robić.

Filmiki

Czasami mam po prostu ochotę coś stworzyć. Budzi się wewnętrzne dziecko i chęć zmontowania wideo.

Do tej pory zrobiłem dwa krótkie filmiki. Jak widać ochota żeby je zacząć robić to może i jest, ale żeby je skończyć to już nie bardzo :).

Ten zrobiłem wiele lat temu. Wszystko zostało nakręcone smartfonem.

A ten zrobiłem w tym roku. Wplotłem tutaj swoje pierwsze timelapsy. W tym wypadku miałem dość materiałów żeby skończyć ten filmik, ale niestety komp mi nie wyrobił i nic dłuższego nie byłem w stanie dowieźć:) Ale mam smaka na maca więc jak tylko ten, to no, skończę co zacząłem.

Pozdrawiam,
Krzysiek