Jak radzić sobie z syndromem odstawienia pracy

Autor: 1 listopada, 2016Życie.praca
Syndrom odstawienia pracy jak sobie radze
Wyśrubowane wymagania co do własnej osoby. Nadmiar obowiązków. Chęć bycia efektywnym i optymalnym. Do tego sztuczne podkręcanie motywacji i jesteśmy na ostatniej prostej do wypalenia.
 

Cześć. Mam na imię Krzysiek. Jestem pracoholikiem.

Przez dziesięć swoich “najlepszych lat” życia ćwiczyłem kilkanaście godzin dziennie na gitarze. W międzyczasie skończyłem megawymagające studia, po których miałem nieprzyjemność wdepnięcia w pierwsze w moim życiu wypalenie. Cóż za paradoks – wypalenie zawodowe zanim zacząłem w ogóle pracować.

Po wyjściu z burnoutowego bagna rzuciłem się w wir pracy w korporacji. Wiem, wiem, to brzmi tak jakbym sam sobie zaczął wbijać gwoździe do trumny. Na szczęscie nie było tak źle. Jednak tam po raz pierwszy zacząłem odczuwać u siebie tzw. syndrom odstawienia pracy (ang. leisure sickness).

Czym się objawia syndrom odstawienia pracy?

W dzień wolny człowiek czuje się po prostu źle, nie wiadomo z jakiego powodu. Ma objawy podobne do tych jakie ma uzależniony po odstawieniu przedmiotu swojego uzależnienia.

Ból głowy, sztywnienie mięśni, generalne rozbicie i niskiej jakości sen. Do tego niepokój spowodowany otwartymi pętlami, czyli niezałatwionymi sprawami i listą todo. Frustracja z powodu braku wypoczynku. Jeśli brzmi to dla Ciebie znajomo to polecam udać się na dłuższy urlop.

Skąd się bierze syndrom odstawienia pracy?

Przyczyny mogą być różne.
Zwykle chodzi o przeładowanie pracą, stres, perfekcjonizm lub perfekcjonizm osoby, z którą ma się częsty kontakt (np. szef lub kochana mama).

W moim przypadku było to ciągłe podkręcanie się na “więcej i szybciej” i brak wypoczynku. Jeśli w ciągu tygodnia człowiek jest bezustannie stymulowany i działa dosłownie na adrenalinie, organizm się po prostu rozstraja. Gdy przechodzi w weekendowy stan spoczynku poziom adrenaliny spada. Wtedy zaczyna jej brakować przychodzi syndrom odstawienia.

Metoda na głoda

Syndrom odstawienia czegokolwiek to nie jest uzależnienie od adrenaliny. Choć jak wrócimy w poniedziałek do codziennych obowiązków i poziom adrenaliny podskoczy poczujemy się najprawdopodobniej “normalnie”.

Samo dostarczanie organizmowi adrenaliny nie rozwiązuje problemu. Musimy się wyluzować w dosłownym znaczeniu tego słowa. Ważne jest, aby uświadomić sobie, że wykonywanie kolejnych zadań, spełnianie coraz to trudniejszych wymogów nie jest sprawą życia lub śmierci.

Generalnie to co “musimy” zrobić jest nam w ogóle do niczego nie potrzebne. No chyba, że musimy zdobyć pożywienie i nie jedliśmy od tygodnia.

Musimy nauczyć się wypoczywać, uspokajać umysł i ciało, tak aby zawsze działać w stanie równowagi. Nawet gdy działamy na dużych obrotach możemy zachować spokój, ograniczyć stres i cieszyć się życiem.

Dla mnie nie było to łatwe i nadal nad sobą pracuję.

Syndrom Odstawienia Pracy

Gdzieś kiedyś przeczytałem, że człowiek, który raz przez to przechodzi już zawsze będzie miał tendencje do burnoutów i syndromu odstawienia pracy. Zgadzam się.

Czasem wracają takie momenty, że czuję się out-of-balance. Traktuję to jako sygnał, a nie powód do frustracji. Sygnał, żeby wyluzować. Zrobić krok wstecz. Uwielbiam adrenalinę, ale tylko podczas sportów zimowych.

Jestem nałogowym pracoholikiem. To żadna wada, żadna zaleta. Może czasem mieć to swoje plusy i tak samo może mieć to swoje negatywne konsekwencje. Staram się nie panikować i świadomie stosuję profilaktykę. Staram się kontrolować ilość wykonywanych zadań. Nadal lubię efektywność, jednak nie kosztem mojej życiowej równowagi, a już na pewno nie kosztem moich bliskich.

Czego się wystrzegać?

Multitaskingu – nikt nie jest w stanie ogarnąć więcej niż jedną rzecz na raz. Próbujesz robić kilka rzeczy jednocześnie? Uważasz, że jesteś w tym dobry? Okłamujesz samego siebie. Multitasking generuje niepotrzebne napięcia i jest marnotrastwem energii. Lepiej sekwencyjnie i konsekwentnie.
Nadgodzin pracując standardowo 8 godzin dziennie to już dużo. Przeznaczając na pracę i dojazdy od 10-ciu do 12-tu godzin to już przegięcie bagiety.
Pracy w weekend – zupełnie tego nie rozumiem, ale ok. Jak już ktoś musi zabrać pracę do domu to polecam chociaż dzień święty święcić.
 work-harder

Profilaktyka

Bieganie.

W czasie studiów, czyli na początku mojej drogi do burnoutu, dużo biegałem. Dosłownie codziennie. Nie radziłem sobie z moją nową, przepełnioną obowiązkami rzeczywistością “ludzi dorosłych”. Bieganie było moim wentylem bezpieczeństwa. Mogłem się dzięki temu wyżyć i spuścić ciśnienie.

Niestety bieganie wylądowało na mojej codziennej liście “must-do” i przerodziło się w obsesję. Stało się umartwianiem się i je trochę znielubiłem. Uważam jednak, że bieganie uprawiane z głową i umiarem, to świetny sposób na utrzymanie naszego ciała i umysłu w równowadze.

Urlop.

Obecnie dużo bardziej wsłuchuję się w swój organizm. Kieruję się zdrowym rozsądkiem i nie hoduję nowych obsesji. Przywiązuję dużą wagę do utrzymywania równowagi między pracą, a życiem osobistym. Regularny urlop to podstawa. Najlepiej nie w domu.

Często mówię sobie dość, bo nadal mam tendencje do pracoholizmu i wpadania w wir realizowania nieskończonej ilości pomysłów. Nauczyłem się, że czasem warto odłożyć coś na jutro. Albo lepiej na pojutrze, a w tzw. międzyczasie poczytać książkę, albo pobawić się z córeczką.

Uprawiam jogę.

Gdy jestem w biegu przez pięć dni w tygodniu, generuje się we mnie dużo napięć. To normalne. Z powodu wielu różnych sytuacji, na które nie jestem przygotowany.

Joga jest moim sposobem na odpuszczenie sobie.

Jest prostym sposobem na wyluzowanie. Czuję jak moje mięśnie spinają się od siedzenia przy komputerze. Jak twardnieje mi kark pod wpływem wymagań i wyzwań, które sobie stawiam. Joga to wszystko niweluje. Gwarantuje Ci to.

Regularne uprawianie jogi powoduje, że stajemy się uważniejsi na to co podpowiada nam nasze ciało. Stajemy się bardziej świadomi własnej egzystencji.

Góry.

Chodzenie w góry oczyszcza moje serce i umysł. Niezależnie, czy jestem na snowboardzie, czy robię zdjęcia w plenerze, czy wędruje sobie dolinką z bobasem na plecach. Powroty do natury pozwalają zdystansować się, dotlenić i spowolnić. Góry to moja wielka pasja. Jestem niezmiernie wdzięczny, że mogę ją realizować. Najlepsze dla mnie lekarstwo na pracoholizm:)

Krótkie podsumowanie

Żadna sprawa zawodowa, żaden ból dupy przełożonego, ani żadne studia nie są aż tak ważne żeby nadwyrężać przez nie swoją psychę i zalewać swój układ immunologiczny hektolitrami adrenaliny.
Stai calmo & eat the cookie
Pozdrawiam,
Krzysiek