Mega okazja: ubezpieczenie na narty i snowboard 30% OFF

By Grudzień 29, 2018 Snowboard
ubezpieczenie na narty

Ubezpieczalnie oddziaływują w ten sposób na wyobraźnię swoich potencjalnych klientów: “Koszt ratownictwa w Alpach to kilkadziesiąt tysięcy złotych”, a gdzieniegdzie pada kwota 100 000 zł. Ile w tym prawdy? Jakie ubezpieczenie wybrać, żeby uniknąć takiego ryzyka? Na co zwracać uwagę podczas zakupu ubezpieczenia turystycznego na wyjazd zimowy? Poniżej dzielę się swoim doświadczeniem w tym zakresie.

W tym artykule znajdują się linki afiliacyjne, które umożliwią ci zakup ubezpieczenia na wyjazd zimowy z 30% zniżką. Za każdy zakup dostanę prowizję. Jeśli chcesz jednocześnie oszczędzić i wesprzeć mnie w tym co robię, to zapraszam: Przejdź do oferty. Zachęcam jednak najpierw do przeczytania artykułu.

Jeśli kupujesz ubezpieczenie, kup też kask

Czy wiesz, że samo wykupienie ubezpieczenia na wyjazd zimowy nie gwarantuje, że jesteś nim objęty? Przykład:

Janek Kowalski złamał palec na niebieskiej trasie w Alpach.

No trudno. Przynajmniej wykorzystal urlop na 100%.

Jak zawsze miał wykupione ubezpieczenie narciarskie i kiedy udał się do lekarza,

lekką ręką – tą zdrową – zapłacił 100 euro za usługę oraz kolejne 100 za szynę.

“Ubezpieczalnia zwróci”, pomyślał Janek.

Ceny podałem przykładowe, ale tyle mniej więcej to kosztuje – na początku 2018 złamałem kciuka, to wiem.

Problem w tym, że ubezpieczenie w tej sytuacji nie obowiązuje,

bo Janek nie miał kasku.

Co prawda nie było świadków, ubezpieczalnia nie jest w stanie tego zweryfikować.

A co jeśli wypadek był poważny i musiała przylecieć ekipa ratownicza. Ratownicy zawsze muszą sporządzić raport, w którym będzie informacja m.in, o tym, czy ofiara miała kask, czy była pod wpływem alkoholu, itp. Ratownictwo słono kosztuje. Za sam transport helikopterem do szpitala możesz zapłacić ok. 5000 euro. I to nie jest marketingowe kłamstwo sprzedawców ubezpieczeń.

Zasada nr. 1: sporty zimowe uprawiaj w kasku, niezależnie, czy masz ubezpieczenie, czy nie.

Ile kosztuje ratownictwo w Alpach

W Szwajcarii godzina pracy ekipy ratowniczej, która porusza się helikopterem kosztuje 6000 franków – licznik oczywiście też nabija, gdy helikopter stoi, a ekipa działa na miejscu zdarzenia. Podobna cena obowiązuje w innych krajach alpejskich. Oczywiście jeśli ewakuacja trwa 20 minut cena jest proporcjonalnie niższa. I odwrotnie.

Czasem ekipa musi pracować wiele godzin.

Albo dni… tak, też zdarzają się takie sytuacje.

Kolejny przykład:

Ratownictwo i poszukiwania to dwie różne rzeczy

W poprzednim sezonie w Verbier w Szwajcarii wydarzyło się coś strasznego. Lawina porwała 6 narciarzy. Dwóm z nich udało się ujśc z życiem, jednak pozostałych ratownicy nie mogli znaleźć.

Krewni ofiar upierali się, aby kontynuować poszukiwania.

W efekcie poszukiwania trwały aż 5 dni. Znaleziono ciała 3 narciarzy,

a rachunek który wystawiono krewnym był na kwotę ok. 100 000 franków szwajcarskich

Większość kosztów  nie podlegało ubezpieczeniu, bo poszukiwania, to co innego niż ratownictwo i firmy ubezpieczniowe rzetelnie to rozróżniają. Bardzo często nie jest jasno powiedziane, czy poszukiwania są objęte polisą. A nawet jeśli, to koszty są ograniczone całkowitym budżetem wymienionym zwykle na samym początku umowy z ubezpieczalnią.

Historia z Verbier skończyła się niezwykle…

Krewni wystartowali z kampanią crowdfundingową :).

Zaczęli zbierać pieniądze w internecie. I udało im się :). Ale z góry uprzedzam, że to nie takie proste. Nie licz nigdy w żadnym wypadku, że jakby coś, to w ten sposób się poratujesz. Aby taką kampanię przeprowadzić, to albo trzeba znać influencerów, albo samemu zebrać pokaźną społeczność na social mediach.

Zasada nr. 2: sprawdzaj limit całkowity ubezpieczenia i oszacuj, czy obejmie największe ryzyko, które podejmiesz. Limit 200 000 zł to absolutne minimum.

Jazda poza trasą to sport wysokiego ryzyka

Większość podstawowych ofert zawiera już rekreacyjne uprawianie sportów zimowych. Jednak jeśli lubisz sobie pośmigać na dziko, między skałkami, to pamiętaj, że kosztów wypadków poza wyznaczonymi trasami ubezpieczalnie z reguły nie pokrywają.

Jeśli chcesz być ubezpieczony poza trasą musisz rozszerzyć zakres ubezpieczenia o “Sporty wysokiego ryzyka”. Co wiąże się ze zwiększeniem kosztu ubezpieczenia nawet o 200%. Przykład. Jeśli za podstawowe na tydzień dla jednej osoby płacisz 35 zł (ze zniżką 30% to będzie niecałe 25 zł), to za rozszerzone zapłacisz 96 zł.

Co nie jest jakimś dużym wydatkiem w porównaniu z całym kosztem wyjazdu.

Zasada nr. 3: jeśli kupujesz tylko podstawowe ubezpieczenie, to pamiętaj, że nie obowiązuje ono poza wyznaczoną trasą narciarską.

Co ze snowparkami?

Bardzo mnie to dziwi.

Snowparki podpadają pod rekreacyjne uprawianie sportów zimowych.

(Ale zawsze sprawdzaj to w ofercie zanim kupisz polisę)

Ja zdecydowanie więcej czasu spędzam poza trasami, jednak większość wypadków, których byłem świadkiem wydarzyła się właśnie w snowparku. Ale z drugiej strony, ofiarami tych wypadków nie byli turyści, tylko instruktorzy albo pro-riderzy.

To, że snowparki są “rekreacyjne” prawdopodobnie wyszło ze statystyk. W rzeczywistości bardzo niewielki odsetek turystów wjeżdża w ogóle do snowparków, a ci co już wjeżdżają i np. skaczą, to – co jest bardzo rozsądne – nie pchają się na 30 metrowy Big Air. Tylko przejadą przez hopkę i też jest fun.

Jeździsz, nie pij

To chyba oczywiste:

Zasada nr. 4: jeśli podczas wypadku byłeś pod wpływem alkoholu, wtedy ubezpieczalnia nie zwróci ci żadnych kosztów.

Na co zwrócić uwagę podczas zakupu ubezpieczenia na wyjazd zimowy

  1. Sprawdź limit całkowity polisy. 200 tys. zł to absolutne minimum.
  2. Jeśli jeździsz poza trasami zwiększ zakres polisy o “Sporty wysokiego ryzyka”, warto wtedy również zwiększyć limit całkowity.
  3. Jeśli jedziesz sam, to sprawdź, czy polisa obejmuje transport do domu w razie poważniejszego zdarzenia.
  4. Przeczytaj warunki umowy, aby uniknąć niemiłych rozczarowań.

Ubezpieczenie z mega zniżką 30% – jak to działa

Ubezpieczenie, które możesz kupić ze zniżką oferuje Axa Assistance. Nie współpracuję z nimi – nie jest to artykuł sponsorowany. Jestem jedynie członkiem programu partnerskiego Axy.

Działa to w ten sposób, że ja polecam ich ofertę i umieszczam do niej link w tym artykule, który właśnie czytasz. Jeśli klikniesz w ten link, wybierzesz odpowiadającą ci ofertę i zakupisz polisę, to ja wtedy dostaję prowizję od sprzedaży.

Np. ubezpieczenie turystyczne na wyjazd zimowy 30% taniej

Nie będę czarował, że jest to najlepsza ubezpieczalnia i nie namawiam nachalnie do kupowania tylko u nich. Moim zdaniem każda ubezpieczalnia, która wywiązuje się z umowy jest najlepsza.

Czemu polecam akurat ofertę Axy?

Bo jest przejrzysta. Nie ma tutaj nic drobnym maczkiem.

Jeździsz w kasku, po trasach i na trzeźwo, to zwrócą ci wszelkie koszty związane z – odpukać – wypadkiem.

Sprawdziłem też kilka rankingów. Nie śmiem powiedzieć, że Axa jest najtańsza, bo to się może zmienić z dnia na dzień. Jednak pod względem ceny pojawiała mi się wiele razy na pierwszym miejscu, a w najgorszym wypadku w pierwszej piątce. Nie dość, że mają konkurencyjną ofertę, to tutaj możesz kupić ich polisę o 30% taniej:

Podstawowa oferta Axy obejmuje rekreacyjne uprawianie sportów zimowych oraz jazdę w snowparkach. Wymaga jednak jazdy w kasku i na trzeźwo.

Zbieraj dokumenty i rachunki

Aha, jeszcze na sam koniec – co nie znaczy, że jest to najmniej ważne – do wniosku o zwrot kosztów związanych z wypadkiem należy dołączyć zaświadczenia od lekarza i rachunki. Skrupulatnie je zbieraj, bo czego nie ma na papierku, nie będzie brane pod uwagę. Zachowaj nawet rachunek za taksówkę, którą wziąłeś wracając od lekarza do hotelu.

Zasada nr. 5 : Zbieraj wszystkie dokumenty, rachunki od lekarza

Czy masz już jakieś doświadczenie z ubezpieczalniami?

Dziękuję za przeczytanie artykułu. Jeśli masz jakieś doświadczenia z ubezpieczalniami w kontekście sportów zimowych, to napisz o tym proszę w komentarzach poniżej. Interesujące są zarówno pozytywne jak i negatywne doświadczenia. Będzie to ogromna wartość dla przyszłych czytelników, dzięki :).