Jezioro genewskie autostopem

Autor: 31 marca, 201526 maja, 2017De-stress

Szwajcaria. Genewa i jedno z najpiękniejszych alpejskich jezior. Jezioro Genewskie. Właśnie tam przeżyliśmy jedną z najfajniejszych przygód podróżniczych. Okrążyliśmy jezioro Genewskie autostopem. Zrobiliśmy kilka przerw na nocleg na szwajcarskich kempingach. Czyli TANIE PODRÓŻOWANIE po Szwajcarii – to się da:).

Zawsze marzyłem o tym żeby zobaczyć Szwajcarię – a dwa lata po tej podróży w Szwajcarii zamieszkałem, na dwa lata:). Co prawda zupełnie w innym krańcu, ale wspomnienia znad jeziora Genewskiego zostały ze mną po dziś dzień.

Szwajcaria. Ta nieco odizolowana od reszty Europy kraina podobno mlekiem i miodem płynąca. Ponieważ realizowanie marzeń to coś co lubię najbardziej, pod wpływem impulsu spontaniczności zarezerwowaliśmy z Ulą bilety lotnicze z Amsterdamu do Genewy.

Od znajomej Szwajcarki dowiedzieliśmy się, że jeśli jesteśmy naprawdę żądni gór i wspaniałych widoków to miasteczko Martigny jest miejscem, które spełni nasze oczekiwania. Nie mając innego punktu zaczepienia obraliśmy je jako cel naszej podróży.

Ambitnie postanowiliśmy dotrzeć tam z Genewy autostopem. Wpadliśmy na pomysł, że fajnym wyzwaniem tej podróży będzie wrócić do Genewy również autostopem tylko drugą stroną jeziora.

Postanowiliśmy okrążyć jezioro Genewskie:-) i udało się i było czasme ekstremalnie, ale zajebiście.

 

Jezioro Genewskie. O tym jak okrążyliśmy je zupełnie za darmo podróżując autostopem.

Dookoła Jeziora Genewskiego

Jezioro Genewskie jest częściowo we francuskojęzycznej Szwajcarii, a częściowo we Francji. Po jego północnej stronie jest mnóstwo malowniczych winnic. Po stronie południowej jest tylko dwupasmówka bezpośrednio przy jeziorze i zaraz obok strome i wysokie góry. Mega widoki, zdjęcia nie oddają tego jak to naprawdę wygląda.

Nad jeziorem leżą m.in miasta Genewa, Montreux, Lozanna, Thonon, Nyon.

No dobra, ale wszystko zaczyna się w Genewie.

 

 

Kilka faktów
  • Wystarczy dowód osobisty na wjazd do Szwajcarii
  • Tzw. tanich lotów do Genewy niestety w 2017 roku nie ma :(, za to do Bazylei się jakieś znajdą 🙂
  • Fontanna genewska ma 140m i jest jedną z najwyższych w Europie
  • Północna część jeziora genewskiego leży w Szwajcarii, południowa we Francji
  • W Genewie mieści się CERN, takie coś z kategorii “rocket science”, jest ogromne, okrągłe i pod ziemią i robi małe czarne dziury.

 

 

Zacznijmy od początku. Jest maj 2011, przylecieliśmy do Genewy z planem bardzo ogólnym:  chcemy dotrzeć do Martigny nie wydając zbyt dużo pieniędzy, śpimy na kempingach, musimy zdążyć na lot powrotny z Genewy za pięć dni.

W sumie to tyle jeśli chodzi o plan. Cała reszta miała zostać zaimprowizowana.

Z premedytacją nie kupujemy żadnej mapy. Żeby się nie zgubić trzymamy się po prostu jeziora Genewskiego.

Wyruszamy z rana południową stroną jeziora. Na piechotę przekraczamy granicę szwajcarsko-francuską i łapiemy pierwszego lepszego stopa. Podwózka o parę kilometrów dalej, łapiemy kolejnego.

I tak krok po kroczku. Kic. Kic.

Łapanie stopa pod GenewąŁapanie stopa pod Genewą

 

Podróżując na raty, udaje nam się dotrzeć do celu dopiero pod wieczór, tuż przed masakryczną burzą. Tego dnia mieliśmy dużo szczęścia, bo ostatnia osoba która nas zabrała dowiozła nas na sam kemping w Martigny.

Namiot rozbijaliśmy już w mocną ulewę i wichurę. Nocą trzaskało strasznie piorunami i o mało co nas nie zwiało z tego kempingu. W takich chwilach człowiek wie, że żyje, a na drugi dzień cieszy się, że jest cały i zdrowy.

Na mapce poniżej zaznaczona jest trasa, którą pokonaliśmy już pierwszego dnia. Zaznaczyłem miasteczka, które chwile zwiedzaliśmy.

 

Na drugi dzień z samego rana po wyjściu z namiotu nie mogliśmy się napatrzeć na otaczającą nas panoramę. Ze wszystkich stron otoczeni byliśmy wysokimi górami co w pierwszej chwili było przytłaczające i człowiek czuł się mocno zdominowany. Na szczęście szybko poczuliśmy napływ pozytywnej energii i uświadomiliśmy sobie, że wreszcie jesteśmy w sercu Alp.

Pierwsze co się rzuca w oczy w Martigny to dużo zabytków z czasów imperium rzymskiego – na przykład świetnie zachowany amfiteatr, czy świątynia Minerwy (gr. Atena). Tak tylko FYI, nas osobiście one niezbyt zainteresowały. W centrum naszej uwagi były o wiele starsze zabytki – góry :).

W Martigny mieliśmy kilka fajnych przygód, których teraz nie będę opisywał, bo nadają się świetnie na kolejne wpisy. M.in. zdobyliśmy dwa lokalne szlaki, pojechaliśmy autostopem do Chamonix i jechaliśmy na gapę pociągiem Mount Blanc Express.

 

Martigny. Widok ze szlaku.

Martigny. Widok ze szlaku.

 

Tips & tricks
  • Z Martigny jest już rzut beretem do Chamonix
  • W Martigny można zjeść najlepszą pizzę na świecie. Z niejednego pieca jedliśmy już pizze, a ta w Martigny jest nr. 1. Sprawdzone kilkakrotnie. Adres i streetview poniżej

 

Powrót do Genewy minął dość płynnie. W Martigny mieliśmy szczęście zabrać się ze Szwajcarem, który jechał do samej Lozanny. Trasę pokonaliśmy w mgnieniu oka, a w międzyczasie miły Szwajcar zaprosił nas na degustacje wina w Winoramie.

Taki spontaniczny sposób podróżowania zapewnia wyjątkowe, unikatowe przeżycia , których na pewno byśmy nie doświadczyli podróżując pociągiem czy autobusem. Zdecydowanie polecamy udać się w taką wyprawę – przynajmniej raz w życiu.

Z Lozanny wyruszyliśmy na piechotę wzdłuż brzegu jeziora. Był to piękny kilkukilometrowy spacer. Aby dostać się do samej Genewy musieliśmy jeszcze kilka razy łapać stopa. W centrum byliśmy dopiero późnym wieczorem. Po pysznej kolacji wzięliśmy autobus na lotnisko gdzie spędziliśmy noc w oczekiwaniu na lot powrotny o 5:30.

Pozdrówko,

Krzysiek