Istnieje teoria, która choć niepoparta żadnymi dowodami jest bardzo przekonująca. Mówi ona, że kość ogonowa u człowieka to dowód na to, że nasi praprzodkowie z epoki lodowcowej uczyli się jeździć na snowboardzie.

W tle słychać puszczony z gramofonu śmiech licznej nigdzie niezgromadzonej widowni.

Nauka jazdy na desce uchodzi za wyjątkowo bolesną. Uczymy się na błędach, to fakt, taką mamy naturę.

Ale żeby skręcać nadgarstki? Obtłukiwać pośladki? No i tą biedną kość ogonową, którą i tak natura nie oszczędziła i skazała na wieczne pośmiewisko.

Te cholerne zakręty. Zanim się je płynnie wykona trzeba się ostro wygrzmocić ze sto razy.

Bzdura. Wcale tak być nie musi.

Istnieje prosta progresja – czyli nauka krok po kroku – która może oszczędzić wielu nieprzyjemnych doznań początkującym snowboardzistom. Krótko mówiąc jest szansa obejść się bez bólu dupy. Za przeproszeniem.

Wygląda ona tak:

  1. Zapoznanie się z deską na płaskim gruncie.
  2. Jazda na krechę na minimalnie pochyłym stoku.
  3. Ześlizgiwanie się na krawędzi w linii prostej w dół.
  4. Ześlizgiwanie się po skosie.
  5. Ćwiczenia z “pedałem gazu”.
  6. Podstawowy zakręt.

Większość cało i zdrowo dochodzi do punktu 4. Po czym nadchodzą próby wykonania zakrętów. Czas, w którym jazda na desce zaczyna kojarzyć się z bólem. Dupy.

Pedał gazu, kontra ból dupy

Punkt 5 jest po to, aby zminimalizować ryzyko upadku, kontuzji, traumatycznych wspomnień, czy problemów z ubezpieczalnią.

O co chodzi z tym pedałem gazu?

Jest to bardzo prosty ruch stopą, który pomoże nam wprawić deskę w rotację.

Wyobraź sobie, że siedzisz z przypiętą deską. Wstajesz. Zaczynasz się ześlizgiwać na tylnej krawędzi. Przenosisz delikatnie ciężar ciała na nogę prowadzącą i zaczynasz ześlizgiwać się po skosie.

Na tym etapie przychodzi czas na pedał gazu. Wciśnij go delikatnie swoją przednią stopą. Jak nic się nie dzieje to spróbuj mocniej. Jeśli czujesz, że deska coś zaczyna robić możesz przerwać ćwiczenie i wrócić do ześlizgiwania się, aby odzyskać kontrolę.

Spróbuj jeszcze raz.

Zauważ, że pedał gazu powoduje to, że deska zaczyna się obracać w kierunku jazdy na krechę.

Jeśli czujesz się już pewniej doprowadź do punktu, w którym jedziesz na krechę. Trzymaj neutralną pozycję.

Już masz połowę zakrętu. Druga połowa to zrotowanie deski od jazdy na krechę do ześlizgiwania się na przedniej krawędzi.

Wystarczy robić to samo. Czyli wciskać delikatnie pedał gazu. Jak zrobiłeś pełny zakręt to przestań gazować i wróć do ześlizgiwania się.

To był tzw. “frontside turn”

Czyli zakręt z tylnej krawędzi na przednią krawędź.

A teraz “backside turn”

Zaczynamy na przedniej krawędzi. Wszystko przebiega analogicznie jak w poprzednim zakręcie z tą różnicą, że pedał gazu teraz wciskamy piętą. to tak w wieeeeelkim skrócie.

 

Co się dzieje gdy wciskamy pedał gazu?

Wtedy deska się skręca. Spróbuj to zrobić siedząc z przypiętym snowboardem. Wciśnij jedną stopą gaz, a drugą zrób tak jakbyś wciskał gaz piętą. Jeśli masz dostatecznie miękką deską to bez problemu zobaczysz jak deska się skręca.

W momencie ześlizgiwania się taki ruch powoduje, że deska traci krawędź z jednej strony i zaczyna opadać. Proste i logiczne:)

Możemy tak sobie pisać, dywagować, ale trzeba tego po prostu spróbować. Metoda ta nie jest stosowana wszędzie i we wszystkich szkołach. Jest jednak bardzo skuteczna. Zupełnie na serio, obserwuję dużo mniej upadków odkąd na lekcjach pokazuję jak korzystać z tego magicznego pedału gazu.

No to co. Wszystkie pedały. Gazu.

Pozdrawiam,
Krzysiek

P.S. Szanujcie swoje słodkie małe dupki. :*